piątek, 07 styczeń 2011 12:42

Seks z wyobraźnią

Bujna wyobraźnia może czasem przyprawić o rumieniec. Fantazje seksualne nie zawsze podlegają naszej kontroli. Nie zawsze też dotyczą partnera. Nieproszone wkradają się do naszych myśli
i często wywołują poczucie winy. Czy słusznie?



New York Times” opublikował niedawno wyniki sondażu na temat życia seksualnego. Pary małżeńskie w różnym wieku odpowiadały między innymi na pytanie: „Czy uważasz, że fantazjowanie o seksie z kimś innym jest w porządku, jeśli dochowujesz małżonkowi wierności?”. Co drugi uczestnik sondy (48 proc.) stwierdził, że nie jest to w porządku, jednak niewiele mniej osób (46 proc.) przyznało, że nie ma w tym nic złego.  

Bez poczucia winy


Tymczasem inne badania pokazują, że kochając się z małżonkiem lub stałym partnerem, większość osób co najmniej przez chwilę fantazjuje o seksie z kimś innym. Sondaż przeprowadzony przez badaczy z University of Vermont pokazał nawet, że jest to najbardziej powszechna fantazja seksualna – przyznało się do niej aż 84 proc. badanych. Respondenci często jednak stwierdzali, że mają z tego powodu poczucie winy. Uważali, że takie fantazje są niczym zdrada i mogą być szkodliwe dla związku. Jednocześnie osoby, które miały największe poczucie winy, odczuwały najmniejszą satysfakcję seksualną. 

Fantazjowanie jest nieodzownym elementem uprawiania miłości. Jest czymś naturalnym i zdrowym. Mimo to wiele osób nie czuje się dobrze, fantazjując. Mają z tego powodu poczucie winy. Jeśli fantazjując o kimś innym, czujemy, że dopuszczamy się zdrady psychicznej wobec swojego partnera, może zdołamy przebaczyć sobie, spoglądając na seks jako interpersonalną formę duchowości, wspólną medytację. Medytacja pozwala oderwać się od codzienności. Osoby oddające się jej – wyciszają się, głęboko oddychają i oczyszczają umysł z wszelkich świadomych myśli. Skupiają się za to na swoim oddechu i powtarzają słowo lub frazę (mantrę). Z czasem czują się zjednoczone z wszechświatem. 

Nie jest jednak łatwo oczyścić umysł. Przelatują przez niego różne przypadkowe myśli. Nauczyciele medytacji radzą, by je po prostu zaakceptować i nie osądzać ich, niezależnie od tego, jak bardzo nas dekoncentrują. Myśli pojawiające się podczas medytacji nie są naszym odbiciem. One po prostu są, pojawiają się niczym sny. Nie ponosimy za nie odpowiedzialności. Obserwujmy je, a potem pozwólmy im odejść.  

Medytacja w sypialni

Uprawianie miłości jest zadziwiająco podobne do medytacji. Zakłada niczym niezmącone oderwanie się od rutynowych zajęć. Kochankowie oddychają głęboko, odprężają się, czują się ze sobą zjednoczeni. Co prawda nie siedzą w ciszy – przynajmniej mam taką nadzieję! – i nie odmawiają mantry, ale zastępują ją zmysłowością.  W czasie seksu dobrze jest oczyścić umysł z wszystkich myśli, które nie dotyczą naszego partnera. Jednak, podobnie jak w medytacji, jest to bardzo trudne, a czasem nawet niemożliwe. Różne myśli – a wśród nich także te dotyczące innych kochanków – przychodzą i odchodzą.


Może nam na przykład przebiec przez głowę myśl, że kochamy się z gwiazdą filmową albo z kimś, kogo znaliśmy w przeszłości, na przykład w szkole podstawowej. Być może ktoś fantazjuje o seksie grupowym, seksie w miejscu publicznym, albo o seksie z elementami sadyzmu. Tak jak w medytacji, postarajmy się zaakceptować te myśli bez osądzania ich. One nie odzwierciedlają naszej moralności, wierności czy zdrowia psychicznego. W fantazjach seksualnych, tak jak w medytacji, wszystko jest dozwolone i nic nie jest złe.

MICHAEL CASTLEMAN


Autor jest publicystą i doradcą seksualnym. Od 36 lat prowadzi poradnictwo dla osób z problemami seksualnymi. Autor m.in. Sexual Solutions: For Men and the Women Who Love Them oraz Great Sex: A Mans Guide to the Secrets of Whole-Body Sensuality. Prowadzi portal GreatSexAfter40.com, adresowany przede wszystkim do osób w średnim wieku i starszych, które wciąż chcą czerpać satysfakcję z seksu.

 

To jest fragment artykułu. Całość znajdziesz w najnowszym wydaniu „Stylów i Charakterów”.

Przeczytano 19213 razy