Felietony (5)

czwartek, 30 grudzień 2010 10:58

„Maj... maj... i już listopad”

Dodane przez
Pani Ela z Milanówka  była największą ze znanych mi pesymistek. Lubiła narzekać na życie i tylko to sprawiało jej chwilową ulgę. Zawsze coś było  nie tak.

Nie taka sprawiedliwość, nie taka dola.
Nie taka pora dnia, nie taka pora roku, nie taka pora życia.
Takiego – nic.

Na usprawiedliwienie pani Eli muszę napisać, że nie miała łatwego życia. Była dzielną kobietą
i lubiłam Ją bardzo. Kiedyś los zetknął nas ze sobą na dłużej  i dwa razy w tygodniu, przez kilka lat, razem przemierzałyśmy drogę z Pęcic do Milanówka.  Pani Ela narzekała, a ja  starałam się Ją rozpogodzić i pokazywać światełka w tunelach. Że co prawda wieje wiatr, ale pojutrze ma się uspokoić, że co prawda pada deszcz, ale jedynie z góry (to odkrycie Andrzeja Poniedzielskiego), że inni mają jeszcze trudniej, że... że... że.
czwartek, 30 grudzień 2010 11:08

Pamięć pełna fiszek

Dodane przez
Delektuję się niekiedy upływającymi chwilami. Zajęcie to tym bardziej ekskluzywne, im  pieczołowiciej wypełniane. Oprócz zmian pozycji sekundnika, trudno na bieżąco zaobserwować upływ czasu, tego najbardziej oddanego sprzymierzeńca człowieka
i najbardziej dokuczliwego wroga. Zgodnie więc z tą dwubiegunowością odczuć w trakcie tykających zbawczo i złowrogo sekund, nie dostrzeżemy pojawiających się zmarszczek. Nie wypadną naraz wszystkie włosy, nie zetrą się podeszwy stóp. Można przyglądać się twarzy, dłoniom, całemu ciału. Zupełnie jakby trwało w zawieszeniu. Jakby
w danej chwili nie ulegało niczemu prócz złudzenia bycia teraźniejszym. Gdybyż tylko ten sekundnik nie przesuwał się tak jednoznacznie
w ustalonym wszelkimi prawidłami kierunku...
 Ciało ze swoją przeszłością, tętniące teraźniejszością, spragnione przyszłości.
poniedziałek, 21 marzec 2011 11:38

Czas i święta

Dodane przez
Istnieją dwa zasadnicze sposoby przeżywania czasu. Istotą pierwszego jest przemijanie, a drugiego – powtarzanie. Czas przeżywany w pierwszy sposób wyobrażamy sobie jako półodcinek: jego punkt końcowy to aktualna, niepowtarzalna chwila, wypełniona przez zdarzenie, które zachodzi teraz, lecz za moment pogrąży się w przeszłości i już nigdy nie wróci. Czy „nie wróci” należy tu rozumieć bezwzględnie? Zwolennicy drugiej koncepcji czasu twierdzą, że nie.

Z pewnością – powiadają – „nic dwa razy się nie zdarza”, ale w przyrodzie regularnie powtarzają się pewne typy zdarzeń: cyklicznie (by ograniczyć się do jednego przykładu) Ziemia obraca się wokół swej osi, słońce wschodzi
i zachodzi, wstajemy i idziemy spać.
poniedziałek, 21 marzec 2011 11:47

W poszukiwaniu eliksiru młodości

Dodane przez
Tym, którzy nie miewają problemów z gryzącym sumieniem, zarabianie pieniędzy na sprzedaży „eliksiru młodości” zawsze wydawało się kuszącą drogą do bogactwa.

Nabywca chce wierzyć w moc oferowanej mikstury, a przecież wiemy, że nawet zupełnie nieaktywna substancja może pozytywnie wpływać na zdrowie – dowodzą tego badania kliniczne, w których uzyskano efekt placebo.
Nauka coraz lepiej rozumie, na czym polega starzenie się organizmu i dlaczego zachodzi.


Kup książkę Toma Kirkwooda „Czas naszego życia”


Firmy farmaceutyczne szukają lekarstwa pozwalającego pokonać dotychczas niepokonane choroby związane z wiekiem, a nawet przedłużyć młodość. Na przykład kilka lat temu GSK, gigant przemysłu farmaceutycznego, za 270 milionów dolarów przejął kiełkującą dopiero firmę biotechnologiczną Sirtris, której badania wydawały się przybliżać nas do wynalezienia leku przeciw starzeniu.
poniedziałek, 21 marzec 2011 11:52

Życiorysy

Dodane przez
Starszy, zapatrzony w szybę autobusu, może 60-letni pan, ale jak znam życie pewnie dużo młodszy. Szorstka, żółtawa, pozbawiona wody i witamin skóra, głębokie niczym koleiny na gierkówce bruzdy wokół wąskich ust i na czole. Bródka lekko do przodu wysunięta, łuk wąskich ust zagięty w dół, obrazujący gorzki układ sił na obliczu.

Oczy niewielkie, piwne w swoim wyrazie, zamglone, brwi krzaczaste, nigdy nieprzystrzygane, nos niewielki, czoło odwrotnie. Włosy w szczątkowej ilości i formie, miejscami siwe, miejscami kremowe, miejscami w niebycie. Dłonie ciemne, szerokie, paznokcie, jeśli kiedyś istniały, pragnące odzyskać swój dawny, dziecięcy blask. Chcą, ale nie dane im... itd.

Oto portret człowieka, którego ujrzałam w autobusie na trasie Warszawa-Olsztyn. Próbowałam wymyślić mu jakiś życiorys. Ciekawe – każdy pasuje.