poniedziałek, 21 marzec 2011 11:38

Czas i święta

Istnieją dwa zasadnicze sposoby przeżywania czasu. Istotą pierwszego jest przemijanie, a drugiego – powtarzanie. Czas przeżywany w pierwszy sposób wyobrażamy sobie jako półodcinek: jego punkt końcowy to aktualna, niepowtarzalna chwila, wypełniona przez zdarzenie, które zachodzi teraz, lecz za moment pogrąży się w przeszłości i już nigdy nie wróci. Czy „nie wróci” należy tu rozumieć bezwzględnie? Zwolennicy drugiej koncepcji czasu twierdzą, że nie.

Z pewnością – powiadają – „nic dwa razy się nie zdarza”, ale w przyrodzie regularnie powtarzają się pewne typy zdarzeń: cyklicznie (by ograniczyć się do jednego przykładu) Ziemia obraca się wokół swej osi, słońce wschodzi
i zachodzi, wstajemy i idziemy spać.

Obie koncepcje czasu – linearna oraz cykliczna – uwikłane są w nasze najgłębsze rozumienie świata. Kto przeżywa czas linearnie, koncentruje się na dziejach, w szczególności na dziejach własnego życia, rodziny, narodu. Tak powstała Biblia – jako zapis historii niepowtarzalnych zdarzeń, które spotkały ludzi tworzących wielką wspólnotę.

 Kto przeżywa czas cyklicznie, skupia się na wiecznych odwrotach i powrotach, odpływach i przypływach przyrody. Heraklit z Efezu streścił je w jednym zdaniu: „Świat powstaje z ognia i znowu w ogień się obraca, i to się na przemian powtarza przez całą wieczność”. Docenimy geniusz Heraklita, jeśli zrozumiemy, że „świat” nie jest tylko tym wszystkim, co nas otacza, ale też każdą najmniejszą komórką organizmu, regularnie spełniającą swe procesy życiowe (włącznie z powstawaniem i ginięciem) za sprawą energii („ognia”).
Czy rodzaj doświadczenia czasu ma wpływ na sposób przeżywania świąt?

Sądzę, że tak. Jeśli bowiem wszystkie zdarzenia są niepowtarzalne, jeśli bezpowrotnie pogrążają się w mrokach przeszłości, można je tylko wspominać. Jeśli zaś bieg czasu polega na powtarzaniu, wspominanie nie jest potrzebne: przeszłość przecież powraca w teraźniejszości, pobrzmiewa stale jak echo.

Dla ludzi przeżywających czas linearnie święta są uroczystymi aktami przypominania, a może i przywoływania lub uobecniania wydarzeń traktowanych jako najważniejsze. Dla jednych będą to narodziny Jezusa Chrystusa, dla innych – wyjście Izraelitów z Egiptu, dla jeszcze innych – założenie jakiegoś miasta lub państwa. Spory o (tak pojęte) święta to w gruncie rzeczy spory o pamięć: jakie zdarzenia należy lub warto pamiętać?, które z nich są dla nas ważne?, skutki których z nich jeszcze mają (lub powinny mieć) pozytywny wpływ na nasze życie?

Inaczej jest, gdy kładziemy nacisk na cykliczne przeżywanie czasu. Wtedy święta traktujemy jako uroczyste zakończenia lub inauguracje kolejnych cykli. Sylwester i Nowy Rok stanowią tu typowy przykład. Znamienne jest przy tym, że w kulturze europejskiej święta „cykliczne”, w przeciwieństwie do świąt „historycznych”, mają bardziej ludyczny niż poważny charakter.

Są po to, by wraz z kolejnym akordem cyklu przyrody wypocząć lub pobawić się. Tym huczniej, im cykl dłuższy.

Zauważmy na koniec, że tak jak w naszym życiu przeplatają się różne doświadczenia czasu, tak też nakładają się na siebie różne typy
świąt. Przykładowo, niedziela to zarazem święto uobecniania źródłowego wydarzenia chrześcijaństwa, jak i święto końca cyklu tygodniowego.

To współistnienie nie zdziwi nas, gdy – za Platonem – uświadomimy sobie, że czas jest obrazem wieczności. Właśnie dzięki świętowaniu, wszelkiemu świętowaniu, wkracza do naszego życia wieczność: utrwalamy się niezmiennością ciągłych powrotów oraz umacniamy się treścią wydarzeń, które dlatego są stale wspominane, gdyż tkwi w nich jakaś ponadczasowa wartość i siła. Poprzez święta, które są w czasie i z czasu, my, ludzie – istoty czasowe – dostępujemy szczęścia (jeszcze niedoskonałego) uczestniczenia w wieczności.

Dr hab. Jacek Wojtysiak

Autor jest profesorem KUL, filozofem. Pracuje w Katedrze Teorii Poznania na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Napisał  książki: Filozofia. Pochwała ciekawości, O słowie „być” , Filozofia i życie, „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Analiza problemu w kontekście dyskusji we współczesnej filozofii analitycznej. Mieszka w Lublinie wraz z żoną Małgorzatą oraz synami Jonaszem i Samuelem.




Przeczytano 20598 razy