poniedziałek, 21 marzec 2011 11:47

W poszukiwaniu eliksiru młodości

Tym, którzy nie miewają problemów z gryzącym sumieniem, zarabianie pieniędzy na sprzedaży „eliksiru młodości” zawsze wydawało się kuszącą drogą do bogactwa.

Nabywca chce wierzyć w moc oferowanej mikstury, a przecież wiemy, że nawet zupełnie nieaktywna substancja może pozytywnie wpływać na zdrowie – dowodzą tego badania kliniczne, w których uzyskano efekt placebo.
Nauka coraz lepiej rozumie, na czym polega starzenie się organizmu i dlaczego zachodzi.


Kup książkę Toma Kirkwooda „Czas naszego życia”


Firmy farmaceutyczne szukają lekarstwa pozwalającego pokonać dotychczas niepokonane choroby związane z wiekiem, a nawet przedłużyć młodość. Na przykład kilka lat temu GSK, gigant przemysłu farmaceutycznego, za 270 milionów dolarów przejął kiełkującą dopiero firmę biotechnologiczną Sirtris, której badania wydawały się przybliżać nas do wynalezienia leku przeciw starzeniu.

Czy zatem znajdujemy się u progu odkrycia tego nieuchwytnego eliksiru? Czy możemy wreszcie zostawić za sobą długą historię „szarlatanerii” – od przeszczepiania małpich jąder po zalecanie bezużytecznych pigułek i mikstur wszelkiego rodzaju? Według mnie odpowiedź brzmi: jeszcze nie.

Najpierw spójrzmy na to, co już wiemy o starzeniu. Starzejemy się, ponieważ w ciągu naszego życia w komórkach i tkankach akumuluje się coraz więcej uszkodzeń. Wiemy, w jaki sposób komórki naszego organizmu słabną w następstwie takich szkód oraz jak gromadzące się wadliwe komórki przyczyniają się do związanej z wiekiem kruchości, niesprawności i choroby. Wiemy to wszystko, jednak ogrom tego, czego wciąż nie wiemy, jest przytłaczający.

Wiedzę tę na pewno posiądziemy, co napawa mnie radością. Jednak nawet mimo tego, że mój zespół dokonuje tu znaczących postępów, nie spodziewam się, by wkrótce w klinikach zaczęto stosować nowe formy leczenia. Spójrzmy na przykład na chorobę nowotworową. Nowotwór jest łatwiejszym celem niż starzenie się, a walczymy z nim w laboratoriach od znacznie dłuższego czasu. Owszem, nastąpiły cenne postępy, jednak rak wciąż stanowi ogromne wyzwanie.

Wiele powiedziały nam niedawne odkrycia genów maleńkich robaczków i muszek, które – gdy ulegają mutacji – powodują znaczne wydłużenie życia.

Niektóre z tych genów mają swoich „kuzynów” w ludzkim genomie. Wielu sugeruje zatem, by po prostu przenieść na ludzi to, czego się dowiedzieliśmy na przykładzie „modelowych systemów”.

Dlaczego nie możemy wprowadzić do naszego materiału genetycznego takiej samej zmiany, która u robaczków powoduje wydłużenie życia o 50 procent i tym samym przedłużyć naszego życia do 150 lat?

Haczyk jest taki: robaczek żyje zaledwie trzy tygodnie i w dużym stopniu pozostaje na łasce środowiska. Jego genom w toku ewolucji stworzył bardzo zmyślny trik, który pozwala mu radzić sobie w ciężkich czasach. Kiedy nowo wykluta larwa znajdzie się w nieprzyjaznym otoczeniu, przełącza swoje procesy rozwojowe i zamiast dojrzewać i rozwijać zdolność reprodukcji, zaoszczędzone w ten sposób zasoby wykorzystuje, by wzmocnić systemy utrzymania komórek. Następnie wyrusza na poszukiwania lepszego miejsca, w którym może kontynuować rozwój biologiczny i rozmnożyć się.


Ludzie nie mają jednak podobnej umiejętności. Dziecko, które rodzi się w afrykańskiej biedzie, jest skazane na walkę o przetrwanie w trudnych warunkach. Zatem krótko żyjące organizmy, u których możemy zaobserwować znaczący wzrost długości życia, wykonują część swojego repertuaru, który już istniał. Podobne próby w przypadku ludzi byłyby krokiem w nieznane i nie mamy pewności, czy jest to w ogóle możliwe.

Jeśli zaczęliście czytać ten tekst w nadziei uzyskania obietnicy wydłużenia życia człowieka jeszcze za waszego życia, to muszę was rozczarować, mamy jednak wiele powodów, by myśleć o tym z optymizmem.

Długość życia w Polsce rośnie i będzie dalej rosnąć wraz z kolejnymi dekadami XXI wieku. Może eliksir młodości nie został jeszcze wlany do buteleczki farmaceuty, jednak we współczesnym społeczeństwie jest coś, co go przypomina.

Wcześniejszy wzrost długości życia wynikał z poprawy warunków sanitarnych oraz postępów w zakresie medycyny, takich jak wynalezienie szczepionek i antybiotyków, które przeciwdziałały przedwczesnej śmierci. Dziś natomiast ma on miejsce dlatego, że dożywamy sędziwego wieku w lepszej kondycji niż kiedykolwiek wcześniej. Młodość naprawdę się wydłużyła.

Za to, że tak długo cieszymy się dobrym zdrowiem, odpowiada przede wszystkim medycyna prewencyjna – leczenie nadciśnienia i obniżanie poziomu cholesterolu – oraz styl życia. Prawidłowe odżywianie to prawdziwy eliksir młodości, podobnie jak aktywność fizyczna. Wydaje się, że nawet umiarkowane ćwiczenia nie tylko wzmacniają kości, serce, mięśnie i płuca, ale również chronią przed cukrzycą, chorobami wątroby, a być może nawet przed demencją.

Dobrze znanym obszarem, w którym sprzedaje się eliksiry młodości, jest przemysł kosmetyczny. Łatwo kpić z producentów kremów przeciwzmarszczkowych z powodu czasem quasi-naukowych dowodów działania ich specyfików. Kremy i balsamy w małym stopniu wpływają na głębokie procesy starzenia skóry, jednak mimo to mogą mieć pozytywne działanie, bowiem poczucie własnej wartości jest bardzo ważnym elementem szczęścia i dobrostanu.

Osobiście uważam, że zmarszczki mogą być piękne, a to, czego naprawdę potrzebuje nasze społeczeństwo – to lepszy sposób na pomieszczenie coraz większej liczby seniorów, a nie tylko maskowanie oznak starzenia. Jednak zanim nastąpi taka przemiana, może nie powinniśmy gardzić kosmetycznym eliksirem młodości...


Tom Kirkwood

Autor jest profesorem biologii. Kieruje Institute for Ageing and Health w Newcastle University w Wielkiej Brytanii. Wydał  wiele publikacji, m.in. książki Czas naszego życia, która w Polsce ukazała się nakładem Wydawnictwa Charaktery.

Felieton napisany specjalnie dla „Stylów i Charakterów” przetłumaczyła Agnieszka Chrzanowska.
Przeczytano 8113 razy
Więcej w tej kategorii: « Czas i święta Życiorysy »