poniedziałek, 13 grudzień 2010 09:09

Rozjaśniacze mózgu

Każdy z nas czuje, że jego mózg mógłby pracować wydajniej, a większa wydajność poprawiłaby szanse na sukces zawodowy i osobisty. Czy znamy środki farmakologiczne, które mogłyby w tym pomóc?

Wiele ostatnio pisze się i mówi o tak zwanych dopalaczach. Mało kto wie, o co dokładnie chodzi, ale wszyscy zajmują bardzo zdecydowane, często krańcowo różne stanowiska.

Dopalacze to substancje chemiczne, które zmieniają działanie ośrodkowego systemu nerwowego, ale nie są środkami popularnymi (jak kawa, herbata, żeń-szeń, guarana, karnityna, Red Bull itp.) ani klasycznymi narkotykami (morfina, kokaina, amfetamina, ecstasy itp.) i z reguły można je kupić w wyspecjalizowanych sklepach.

Dzieli się je na dwie wielkie grupy: substancje przyspieszające i usprawniające pracę mózgu oraz substancje relaksujące, zwalniające pracę mózgu lub zmieniające sposób odczuwania świata. Moim zdaniem, tylko te pierwsze można nazywać dopalaczami – np. w silnikach określamy tą nazwą urządzenia zapewniające przez krótki czas dodatkowy ciąg, umożliwiający na przykład rakiecie opuszczenie orbity ziemskiej. Te drugie to raczej oszałamiacze, a faktyczne korzyści z ich stosowania – o ile w ogóle są – trudno udowodnić. 

 
Przyspieszyć szare zwoje

Pisząc o dopalaczach, mam na myśli substancje pobudzające mózg i zapewniające mu, przynajmniej na pewien czas, większą sprawność działania. Pominę środki działające długotrwale czy hamujące fizjologiczne procesy ubytku pamięci, a skoncentruję się na tych, które szybko poprawiają pracę mózgu.

W zasadzie każdy z nas czuje, że jego mózg mógłby pracować wydajniej, a większa wydajność poprawiłaby szanse na sukces zawodowy i osobisty. Podczas całej naszej edukacji – od przedszkola po studia doktoranckie – szukamy sposobów, aby jak najefektywniej wykorzystać możliwości naszego mózgu, dostarczając mu różnych informacji oraz stosując różnorodne metody ich optymalnego wykorzystania. Mnie chodzi jednak o coś innego – o pigułkę, napój, aerozol czy zastrzyk, które szybko, bez dodatkowego wysiłku i treningu intelektualnego, zmuszą mózg do przyspieszonej pracy, skuteczniejszego wyszukiwania zanurzonych w pamięci informacji, sprawniejszego ich kojarzenia oraz prawidłowego wykorzystywania. Czy znamy środki farmakologiczne, które mogłyby tak działać?

Oczywiście! Przecież napoje „rozjaśniające mózg”, takie jak kawa czy herbata, stosowane były od dawna w Starym Świecie. Liście koki i wyciągi z nich były znane od niepamiętnych czasów mieszkańcom Andów, a u schyłku XIX wieku stymulujące wino kokainowe było szeroko rozpowszechnione wśród artystów i intelektualistów.

Należy tu wymienić Jego Świątobliwość Leona XIII, który orderem „Pro Ecclesia et Pontifice” odznaczył Angelo Marianiego, twórcę owego poprzednika Red Bulla, oraz świętego papieża Piusa X, a z osób świeckich na przykład wybitnego wynalazcę Thomasa Edisona. Widać więc, że fonograf, kamera filmowa, żarówka elektryczna, podobnie jak encyklika Rerum Novarum przynajmniej po części zawdzięczają swoje powstanie temu, że ich twórcy pobudzali swe genialne mózgi odpowiednimi dawkami kokainy.

Każdy lek niewłaściwie stosowany... 

Czy stymulacja mózgu jest bezpieczna? Czy bezpieczne są stymulujące go substancje? Odpowiedź brzmi: to zależy („bowiem każdy lek niewłaściwie stosowany może zagrażać twemu życiu lub zdrowiu”). Potężne leki pobudzające mózg, takie jak kokaina czy amfetamina, silnie aktywują neurony wchodzące w skład układu nagrody, czyli wywołują uczucie wielkiej, czasem wręcz ekstatycznej przyjemności, zwłaszcza gdy w wysokich stężeniach błyskawicznie docierają do mózgu (wstrzyknięte w postaci zastrzyku, wdychane jako dym, wciągane pod postacią proszku). 


Często przyjemność jest tak wielka, że zażywający chce ponownie przyjąć te stymulanty, bez względu na koszty i trudności z ich zdobyciem. Taki stan nazywamy „uzależnieniem” i powinniśmy traktować jako ciężką chorobę psychiczną. Nie każdy, kto używa stymulantów, uzależnia się od nich, ale szacuje się, że 17 proc. mających kontakt z kokainą i 11 proc. używających amfetaminy zostaje niewolnikami nałogu. Podobnie jest w przypadku alkoholu – od tego równie zgubnego (a może gorszego) narkotyku uzależnia się 15 proc. tych, którzy go posmakowali. Tych danych nie wolno lekceważyć, bowiem koszty ekonomiczne, medyczne i społeczne tych uzależnień są niewyobrażalnie wysokie.

A jak się sprawa ma w przypadku środków łagodnie stymulujących mózg? Takie substancje chemiczne jak tauryna (w kombinacji z kofeiną stanowi główny składnik napojów energetyzujących i jest stymulantem mózgu) czy karnityna (obecna w różnych preparatach na polepszenie pamięci), uważa się na ogół za mało szkodliwe. Podkreśla się natomiast społeczne korzyści płynące z ich używania, przede wszystkim przeciwdziałanie senności (a co za tym idzie dłuższa i bardziej efektywna praca) i poprawa uwagi kierowców (czyli większe bezpieczeństwo na drogach). Ale na rynek wchodzą związki silniej stymulujące. 

Popyt zwiększa podaż

Przemysł farmaceutyczny poszukuje leków zwiększających sprawność mózgu, bowiem liczba chętnych do ich stosowania jest olbrzymia, a zyski ze sprzedaży legalnego i skutecznego wspomagania mózgu przekroczyłyby wielokrotnie zyski ze sprzedaży leków hamujących postęp choroby Alz­heimera, Parkinsona i stwardnienia rozsianego razem wziętych. Niestety, stymulanty mają złą opinię, a używanie ich uważa się często za nieetyczne, zwłaszcza gdy stosowane są dla poprawy wyników w nauce czy na egzaminach. Studenci zawsze jednak znajdowali różne środki poprawiające uczenie.

 

Przez długi czas amfetamina, pod nazwą psychedryny albo benzydryny, była legalnie stosowana w Polsce jako lek przeciw przemęczeniu umysłowemu. Wielu dzisiejszych profesorów stosowało legalnie zapisaną im psychedrynę w czasie sesji egzaminacyjnych. Umieszczenie amfetaminy na liście narkotyków i wycofanie z lekospisu spowodowało jej nadużywanie. Obecnie niektóre stymulatory mózgu są oficjalnie rejestrowane i wykorzystywane w leczeniu niektórych zaburzeń, np. ADHD, w którym – o dziwo – działają hamująco czy narkolepsji (niekontrolowane ataki senności). Przede wszystkim jednak służą jako leki zwiększające sprawność umysłu. 



Poprawić swój los

Najczęściej stosowanym obecnie dopalaczem jest metylofenidat, czyli ritalina, w Polsce znana jako concerta. Nowszym lekiem jest modafinil, czyli provigil, w Polsce dostępny jako vigil. Są to leki stosowane zwłaszcza przez studentów (na amerykańskich kampusach zażywa je jedna czwarta studentów), a także przez młodych i starszych menedżerów, znajdujących się pod nieustanną presją maksymalizacji swoich osiągnięć. Również wielu uczonych zaczyna sięgać po tabletki poprawiające sprawność umysłu, zamiast wypijać kolejne filiżanki kawy. 


W czasopiśmie „Nature Neuroscience” z 2002 roku grupa wybitnych neurobiologów, w tym laureat Nagrody Nobla Eric Kandel, opublikowała artykuł na temat leków wzmagających pamięć i funkcje wykonawcze (polski tytuł: „Wspomaganie neurokognitywne – co możemy i co powinniśmy robić?”). Pamięć można poprawiać, wzmacniając procesy nabywania wiadomości oraz ich utrwalania. Lekami tak działającymi według autorów były ampakiny, ułatwiające tworzenie śladów pamięciowych (bardzo wyraźnie zapobiegające osłabieniu pamięci z powodu bezsenności) oraz preparaty, które te ślady utrwalały. Lekami poprawiającymi funkcje wykonawcze – a więc ułatwiającymi podejmowanie prawidłowych decyzji w warunkach napływu wielu nieważnych informacji – okazały się właśnie stymulanty takie jak metylofeni­dat. Autorzy poświęcili też wiele uwagi problemom związanym z coraz szerszym użyciem tego rodzaju leków oraz etycznej sferze farmakologicznej stymulacji mózgu.

Pięć lat później w czasopiśmie „Nature” ukazał się artykuł „Professor’s little helper” („Mały pomocnik profesora”), w którym Barbara Sahakian i Sarah Morein-Zamir z uniwersytetu w Cambridge zajęły się problemem rozpowszechnienia tych środków, głównie modafinilu, wśród profesorów uniwersyteckich w USA i Wielkiej Brytanii. 

Bardzo szybko na ten artykuł odpowiedzieli bioetycy nauki John Harris i Muireann Quigley. W liście „Ludzie zawsze chcieli poprawić swój los” przekonywali, że większość zarzutów etycznych jest bez sensu. Kiedyś przecież okulary były dostępne tylko dla nielicznych, tych, których było na to stać. Ale czy to znaczy, że ich używanie do poprawienia funkcji sensorycznych było niesprawiedliwością społeczną? I czy mniej etyczne było stosowanie lornetki przez osoby o normalnym wzroku? 

Na półce obok Smecty


W Polsce, kraju z silnymi tendencjami narkofobicznymi, stosowanie dopalaczy budzi niechęć lub aktywną wrogość polityków, liczących na pozyskanie głosów konserwatywnego elektoratu. Uczeni są na ogół przeciwnego zdania. Według większości z nich farmakologiczne próby usprawniania intelektu można porównać z usprawnianiem intelektu poprzez kształcenie (a dostępu do dobrych uniwersytetów nie regulują prawa sprawiedliwości społecznej), zdrowy tryb życia (na co potrzeba czasu i pieniędzy) oraz wprowadzenie technologii komputerowych i Internetu (też jeszcze nie dla wszystkich, chociaż coraz bardziej).

Trudno przewidzieć, jak dalej potoczą się sprawy, ale Gary Stix w artykule „Mózg w trybie turbo”, zamieszczonym w listopadowym numerze „Świata Nauki”, przewiduje, że niedługo w aptece czy drogerii tabletki Concer­ty czy Provigilu będą leżeć obok Smecty i Gripexu.

 

Prof. dr hab. Jerzy Vetulani

Autor jest psychofarmakologiem, neurologiem i biochemikiem. Kieruje Zakładem Biochemii Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie. Interesuje się pamięcią, depresją, uzależnieniami i procesami neurodegradacji. Jest członkiem czynnym Polskiej Akademii Umiejętności.
Przeczytano 20464 razy