środa, 23 kwiecień 2014 11:47

NIE DAJ SIĘ NICZYM ZNIECHĘCIĆ – NADA TE TURBE

W medytacji chodzi o to, by nie odrzucać tego, co przeżywamy, ale otworzyć się na wszystkie uczucia. Przyjmować to, co jest. Jeśli czujesz złość, powiedz sobie: „Ach, tak wygląda moja złość”. I nie przywiązuj się do tego. Przyjmuj i nie zatrzymuj.

 nie daj sie MALE

„Nie pytaj o drogę tego, kto zna drogę, bo on nie pozwoli ci błądzić” – głosi żydowskie porzekadło. Zapewne to myśl Nachmana z Bracławia. Sensem naszej drogi jest błądzenie, a nie poszukiwanie. Szukający musi wiedzieć, czego szuka. Jeśli wie – już to znalazł. A kto z nas wie, czego szuka? Nawet jeśli czasem wydaje nam się, że wiemy, czego nam brakuje, czego potrzebujemy, to w gruncie rzeczy błądzimy. Obyśmy błądząc – zaczęli kiedyś poszukiwać...


Wielu z nas – praktykującym, dla których medytacja, kontemplacja staje się istotną częścią nie tylko ich życia duchowego, ale życia w ogóle – towarzyszy pytanie: w jaki sposób sam akt medytacji kształtuje nasze życie? Czy w ogóle wpływa na nie, czy też może jest wydarzeniem „ekstra”, czymś odrębnym lub odświętnym. Czy medytacja kształtuje nasze życie, czy też jest w opozycji do naszej codzienności. Na ile medytacja, którą praktykujemy w najbardziej odpowiadający nam sposób – dwa lub trzy razy dziennie, przez pół godziny lub kwadrans, raz w tygodniu lub od wielkiego dzwonu – przemienia nas? Czy przemienia nasze życie, czy jest czymś ekstraordynaryjnym w naszej codzienności? A może jest naszą codziennością, tak jak stała się codziennością Thomasa Mertona, który pisze: „Jak bardzo się myliłem, czyniąc kontemplację jedynie częścią życia. Dla kontemplatyka bowiem całe jego życie jest kontemplacją” (Doświadczenie wewnętrzne. Zapiski o kontemplacji).

 

Ziemia iluzji
Co przywiodło nas do medytacji? Czego w niej szukamy? Prawdopodobnie każdy z nas ma inną odpowiedź i każdy jest w jakimś sensie w błędzie, myśląc, że coś odnajdzie w medytacji. Bez względu na to, jakie są nasze odpowiedzi, tak naprawdę do medytacji przywiodła nas tylko jedna siła: Bóg, wiara. Medytujemy tylko i wyłącznie z powodu Jezusa Chrystusa. Bóg nas do tego wezwał, usłyszeliśmy Jego wołanie. Oczywiście Bóg nie powołuje nas na kwadrans czy pół godziny dziennie, na medytowanie raz czy dwa razy dziennie. Powołuje nas do bycia obecnym przez całe życie, w każdej chwili, w każdym naszym oddechu. Obecnym w Jego obecności.


Decydując się na ten rodzaj doświadczenia modlitewnego, osobistego, psychologicznego, społecznego, jakim jest medytacja, jesteśmy trochę jak osoby oddające skok ze spadochronem. Wyskoczyliśmy z samolotu i… lecimy. To przyjemne doświadczenie, bo pokonaliśmy barierę strachu, lenistwa lub nieufności. Pierwsze spotkanie medytacyjne, pierwsze siedzenie medytacyjne na ogół dla większości osób jest przyjemne, nawet jeśli czasem pojawi się ból czy dyskomfort fizyczny. Z każdą dodatkową praktyką jest coraz przyjemniej, znajdujemy w niej radość. Aż w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że nie mamy spadochronu, a wtedy pojawiają się trudności – boimy się, złościmy, zniechęcamy, rezygnujemy.


Gdy kilkadziesiąt lat temu rozpoczynałem praktykę medytacji, wielokrotnie ją przerywałem, bo dochodziłem do granicy, której nie potrafiłem przekroczyć. Nie byłem w stanie pokonać strachu, rozpaczy, smutku, więc wycofywałem się, zarzucałem praktykę i… wracałem. Potem znów dochodziłem do granicy lęku, wycofywałem się, by znów powrócić, i znów wycofywałem się. Aż wreszcie zrozumiałem, czego tak bardzo się bałem. Źródłem mojego lęku była świadomość nieuchronnego zderzenia z ziemią; lecimy wszak bez spadochronu – za chwilę będzie kres wszystkiego, zostanie po nas tylko mokra plama. Pokonałem mój lęk dopiero wtedy, gdy zrozumiałem, że wprawdzie nie mam spadochronu, ale nie ma też… ziemi.
Tę „ziemię” tworzą przede wszystkim wyobrażenia, ograniczenia i iluzje. W medytacji ciągle konfrontujemy się z naszymi wyobrażeniami na temat rzeczywistości i dostrzegamy, jak trudno jest „złapać” kontakt z rzeczywistością, a nie z tym, co – jak sądzimy – ją tworzy. Konfrontujemy się też z naszymi iluzjami i uświadamiamy sobie, że trzeba się ich pozbywać; opadają jedna po drugiej. Konfrontujemy się wreszcie z naszymi iluzjami, przy pomocy których skrzętnie skrywamy obawy i lęki.


Jedną z największych iluzji jest złudzenie, że życie jest gdzie indziej, nie tutaj. Że nasze życie dopiero się rozpocznie – za rok, za miesiąc, jutro, za godzinę – za jakiś czas, ale jeszcze nie teraz.

 

Jest to zredagowana wersja wystąpienia autora podczas spotkania „Duchowość Nazaretu”, zorganizowanego przez krakowskie grupy WCCM w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie jesienią 2013 roku.

 

big medytacja z ksiazka

Cały tekst znajduje się w bieżącym wydaniu „Medytacji” (1/2014) – dostępnym także w pakiecie z książką „H.M. Enomiya-Lassalle. Jezuita i nauczyciel zen”

***

BOGDAN BIAŁEK jest redaktorem naczelnym „Charakterów” i „Medytacji”, uczestnikiem grupy medytacyjnej przy parafii św. Franciszka z Asyżu w Kielcach. Przez kilka miesięcy 2013 roku był koordynatorem Szkoły Medytacji WCCM w Polsce i Europie Wschodniej.

 

 foto: Corbis

Przeczytano 8909 razy