wtorek, 13 maj 2014 06:49

CODZIENNOŚĆ JEST WSZYSTKIM

Medytacja podważa myślenie, że istnieje trwałe, konkretne „ja”. I z takim myśleniem trzeba również rozstawać się na co dzień, podczas działania, każdej naszej aktywności.


MIKOŁAJ UJI MARKIEWICZ jest uczniem roshiego Kwonga, mistrza zen i opata Sonoma Mountain Zen Center. Od siedmiu lat jest nauczycielem medytacji. Regularnie odwiedza Ośrodek Medytacji Chrześcijańskiej w klasztorze benedyktynów w Lubiniu, gdzie prowadzi odosobnienia.


Magda Brzezińska: Czy medytowanie wpływa na nasze relacje z ludźmi, którzy nie medytują z nami i nawet nie są zainteresowani medytacją?

Ostatnio rozmawiałem z uczniem. Zapytał: „Medytuję od kilku lat, ale nie czuję, żeby coś się zmieniało w moim życiu. Skąd mam wiedzieć, że idę w dobrą stronę?”. Jest tylko jedna odpowiedź na takie pytanie: najpierw zmiany zauważy twoje otoczenie. Osoby, które nie medytują, dostrzegają, że coś się dzieje z medytującym – że pojawia się w nim więcej przestrzeni, otwartości i łagodności. 

Siadamy do medytacji, wyciszamy się, a potem wracamy do świata, który  wcale wyciszony i spokojny nie jest. Tu cisza, tam chaos. Czy medytacja pozwala znieść granice między tymi dwiema strefami?

Nie wiem, czy znosi... Gdy medytujemy, ten rozdział wydaje się mniej ostry, granice stają się coraz mniej wyraźne. Jeśli wiesz, kim jesteś, będziesz to wiedział/wiedziała i na macie do medytacji, i w zatłoczonym autobusie. Na pewno osobom medytującym łatwiej jest znieść brutalność, agresję, z którą stykają się w codziennym życiu. Aczkolwiek może się też zdarzyć reakcja odwrotna – chaos życia codziennego może bardziej boleć medytującego niż niemedytującego. 

Każdy z nas może żyć uważnie. I początkujący w medytacji, i zaangażowany. Jak tę uważność na co dzień budować?

Żeby być uważnym, muszę dostrzec, co się dzieje w mojej głowie. Widzę myśli, ale nie daję się im złapać, nie gonię za nimi. Myśli „przenoszą się” do jakiejś większej przestrzeni, są jak chmury na niebie. Gdy zaczynam dostrzegać, że to są byty, które pojawiają się i znikają, łatwiej mi jest zwracać uwagę na doznania zmysłowe. Dla mnie uważność to umiejętność bycia w zmysłowym doświadczeniu – w tym, co dotykam, widzę, słyszę. A jeśli mam użyć intelektu, to również obecność w tymże intelekcie. Jednak to ja decyduję, czy i jakim aspektem się zajmuję. Gdy jem, to czuję smak kalafiora, a nie myślę o tym, co mam do zrobienia za godzinę.

 

Gdy syn mówi, co ciekawego było w szkole, to nie myślę o tym, że dywan jest zakurzony i trzeba go wytrzepać, tylko słucham opowieści dziecka...

Tak, i nawet nie myślę, co mam zrobić z tą opowieścią. Chodzi o to, aby pobyć w kontakcie, szczerze reagować, słuchać otwarcie.

 

big medytacja z ksiazka

Cały tekst znajduje się w bieżącym wydaniu „Medytacji” (1/2014) – dostępnym także w pakiecie z książką „H.M. Enomiya-Lassalle. Jezuita i nauczyciel zen”

 

foto: Krzysztof Dubiel

Przeczytano 6825 razy