czwartek, 02 grudzień 2010 08:48

Samotność na życzenie?


Dorosły i w miarę odpowiedzialny człowiek wie, że rodzina oznacza trud życia z drugą, odmienną osobą, rodzaj rezygnacji z „ja” na rzecz „ty” czy „my”.


Wszyscy wiedzą, że życie rodzinne to także koszty, które ponosimy dla szczególnej przyjemności i satysfakcji, jaką jest realizowanie się w rolach małżeńskich i rodzinnych. Dlaczego nie wszyscy podejmują życie w związku czy małżeństwie, chociaż mają do tego wszelkie predyspozycje?

„Nie” dla związku


Małżeństwo i rodzina to ryzykowne przedsięwzięcie. Za bardzo się boję. Samotność jest mniej groźna... Tak mówią ci, którzy „sparzyli się” w rodzinie pochodzenia. Doświadczenie dorosłości i obserwacja innych rodzin mogą tę postawę częściowo zmienić. Nieufność jednak bywa silniejsza niż argumenty racjonalne. Jeśli życiu rodzinnemu towarzyszyła pogarda, przemoc, cierpienie i do tego działo się tak nie tylko we własnej rodzinie, lecz wszędzie wokół, nasuwa się w gruncie rzeczy jeden wniosek: Rodzina to niebezpieczne przedsięwzięcie, ludzie są gorsi od zwierząt, całe to gadanie o rodzinie jest kłamstwem, bajką dla dzieci. W świecie można tylko panować albo być pod czyimś panowaniem. Ponieważ jestem słaba/słaby i za bardzo się boję, będę unikać małżeństwa, to znaczy zależności od kogoś. Ja i mój klucz do mojego mieszkania stanowimy najlepszą parę. Może czasem kogoś zaproszę, ale tylko na chwilę. Ludzie udają i oszukują! Muszę być sama/sam „u siebie w domu”, wtedy będę bezpieczna/bezpieczny.

Nie wiem, jak to się robi, chociaż tyle razy próbowałem… – to sytuacja osób wychowywanych w rodzinach, w których nie rozgrywały się żadne agresywne ataki ani nie padały obraźliwe słowa, ale każdy z członków rodziny żył jakby samotnie. Rodzice rozmawiali ze sobą kulturalnie – padały pytania i odpowiedzi: kto i co dzisiaj załatwi, kto nie może zrobić tego czy tamtego. Dzieckiem zajmowała się przychodząca na godziny niania. Mama nie bardzo nadawała się do tego, zawsze była zmęczona. Ojciec późno wracał z pracy. Siostra miała swoje pasje. Każdy był zajęty sobą. Rodzice twierdzili, że trzeba przede wszystkim dbać o przyszłość dzieci. Wiadomo, że najważniejsza jest praca zawodowa, to, ile będzie się zarabiało, jakie życiowe znajomości się nawiąże, jak ostatecznie życiowo się ustawi. Cała reszta to sprawy mniej ważne.

Brak konstruktywnych wzorców rodzinnych oznacza zagubienie i niepewność. Dynamiką jest lęk, który każe uciekać za każdym razem, gdy „kroi się coś poważniejszego”. Brakuje zdolności odróżniania i wybierania, działa się na „cudzym programie” znanym z domu.

Chcę realizować swoją pasję, w niej spełniam się najbardziej… Żyją wśród nas prawdziwi pasjonaci – podróżnicy, uczeni, społecznicy, lekarze, poszukiwacze życia świętego, co często znaczy pustelniczego. Każda społeczność ludzka szanuje ten rodzaj wyborów i sprzyja im. Powstają w tym celu samotnie, laboratoria i monastyry. Wielu dorosłych ludzi aktywnych w życiu społecznym i rodzinnym odwiedza takie miejsca, traktując je jako źródła pozytywnej energii. Pasjonaci, którzy wybierają swój styl życia, spotykają się zwykle z szacunkiem, nawet jeśli pod koniec życia ich jedynymi towarzyszami są koty nadgryzające wynalazczą aparaturę.

Muszę zaopiekować się moją mamą (tatą)… Bywają dzieci naznaczone od dzieciństwa do roli opiekunów swoich rodziców. Dzieje się to na dwa sposoby: poprzez mianowanie lub poprzez zaproszenie. Tam, gdzie dzieci jest więcej niż jedno, istnieją trzy reguły na temat tego, kto się zaopiekuje rodzicami na starość. Pierwsza mówi, że ma to być najstarsze, ponieważ będzie ono już dorosłe, ustawione życiowo i wolne od własnych, bo już dorosłych dzieci. Druga reguła mówi, że będzie to dziecko najmłodsze – to najbardziej jeszcze związane z rodzicami i nieobciążone jeszcze swoją rodziną. Trzecia reguła mówi, że będzie to dziecko najczulsze – najsilniej związane z rodzicami, najbardziej kochające i kochane. Oczywiście, lojalność wobec rodziców nie musi oznaczać unikania założenia własnej rodziny, ale może stać się realną przeszkodą w budowaniu związku.


Do niczego się nie nadaję, nie wiem, jak to się robi, nic mi w życiu nie wychodzi… To szerszy dramat życiowy z wdrukowaną mantrą: do niczego się nie nadajesz. Roz­pościera się na różne formy aktywności życiowej, między innymi na poszukiwanie drugiej osoby i spełnionego z nią życia rodzinnego. Gdy ciągle słyszysz: Do niczego się nie nadajesz, to samotność może być rozpaczliwym wyborem mniejszego zła.

To jest bajka o Kopciuszku, która źle się kończy. Wiele wzruszających historii powstało wokół archetypu Kopciuszka. Ta baśń jest napisana dla wszystkich kopciuszków płci żeńskiej i męskiej, a jej przesłaniem są dobre wiadomości: Królewicz wybiera Kopciuszka, ale w zwykłym życiu nie zawsze tak bywa. Można nie otrzymać wsparcia od żadnej duchowej matki mówiącej coś innego niż rodzina pochodzenia, można przebywać zbyt długo w środowisku zapewniającym, że do niczego się nie nadajesz lub żyć w pustce niepewności i lęku, że nic dobrego już się nie zdarzy. Czasem można czuć się tak pomniejszonym, że nie uwierzy się nawet wróżce. Lęk, bieda życiowa i brak wsparcia każą trzymać się z daleka od marzeń. Bojąc się tak bardzo, wybieramy świadomie to, co bezpieczniejsze, chociaż zupełnie nieatrakcyjne.

Gdy nie chcę, ale muszę


Istnieje też pokaźna lista przekonań i zachowań, które wiążą się z potrzebą życia rodzinnego i staraniem, by potrzebę tę zrealizować. Niestety, część tych przekonań przy najlepszej nawet woli nie służy małżeństwu.
Mało tego, jest wyraźną przeszkodą w budowaniu trwałego związku. Oto one.

Muszę stworzyć własną rodzinę, aby być wiernym wartościom i tradycji, które zbudowała moja rodzina. Wartości i ideały są ważną perspektywą życiową człowieka. Rodzice przekazują wartości i idee swoim dzieciom, by ich życie było spełnione i dobre.

Życie wymaga od nas właściwych proporcji między zadaniami, wartościami czy celami ogólnymi a miłością powszednią (niekoniecznie tą wielką), wygodą i dbałością o rodzinę. Wymaga umiejętności porozumiewania się i rozwiązywania małych kryzysów dnia powszedniego. Utrzymanie tych proporcji nie jest łatwe. Zwłaszcza jeśli w rodzinie istnieje taki rodzaj przekazu idei i wartości, który sprawia, że człowiek staje się bardziej przywiązany do idei i celu życiowego niż do drugiego człowieka, którym jest żona, mąż czy dziecko. Idee te wymieniać można bez końca: od dobrobytu, poprzez władzę, z własną wygodą i egoizmem włącznie.

Kariera, pieniądze, domy, kolejne luksusowe przedmioty, wakacje co najmniej w Egipcie – rodzice nie mają czasu rozmawiać o dzieciach ani z dziećmi (raczej kłócą się w tej sprawie i wzajemnie obwiniają), oddają je psychologom do naprawy. Trudno o większą samotność na życzenie. Trudno też z takim doświadczeniem budować inną rodzinę, gdy przyjdzie na to czas. Z braku konstruktywnych wzorców doczekamy się większej populacji wycofanych i niewidocznych dzieci albo zbyt wyrazistych, pragnących zaistnieć mocno – cokolwiek to znaczy. W opozycji do silnego modelu „mieć” pojawia się często postawa opozycyjna, także mało przystosowawcza, która brzmi: „niczego nie potrzebuję”.

Podział ról między mężem i żoną został już raz ustalony... przy stworzeniu świata. Mantra ta jest właściwa środowiskom agresywnym i egoistycznym, często stosowana jest w rodzinach z problemem uzależnienia. To najczęściej wyraz roszczeniowych postaw wobec żony czy męża oraz dorastającego dziecka. W relacjach agresywnych, upokarzających i niszczących ludzie są samotni. Terytorium przestrzenne takich osób bywa drastycznie ograniczone („idź do swojego kąta”), zaś terytorium psychiczne („i nie odzywaj się”) podlega systematycznemu niszczeniu. Obie strony takiej relacji są samotne, chociaż każda w inny sposób. A przecież nawet najradykalniejszy podział ról i obowiązków może być do przyjęcia, jeżeli zostanie zaakceptowany przez obie strony.

Chodzi o to, by dostawać to co lubię i chcę, a chcę mieć pieniądze i dziecko, reszta to niekonieczny dodatek.
Powyższa filozofia życiowa towarzyszy o wiele większej liczbie kobiet i mężczyzn niż nam się zdaje. Najczęściej jest ona wynikiem doświadczenia wyniesionego z własnej rodziny, filozofii mówiącej, że kto ma kasę, ten ma władzę i wygodę. Przy pewnej dozie sprytu i cynizmu wiele można osiągnąć na tej drodze, chociaż w ostateczności człowiek sam siebie skazuje na samotność i życie w pustce. Ktoś, kto zwiąże się z egoistą i chce uczciwie budować rodzinę, traktowany jest instrumentalnie.  

To mojej rodzinie zawdzięczamy wszystko, co mamy. Zaplecze rodziny jest bardzo cenne, zwłaszcza gdy rozpoczynamy dorosłe życie. Z wdzięcznością przyjmujemy wszystko, co rodziny mogą nam zaoferować. Najczęściej nie ma większego znaczenia od, czyich rodziców co pochodzi. Zdarza się jednak, że gniew, rywalizacja lub chęć zranienia albo odpłaty znajdują właśnie formę „rozliczania” – poprzez sumowanie wkładów materialnych rodzin. Bywa to prawdziwie bolesne dla tych, którzy nie wnieśli materialnie wiele.

Zobowiązania to jedno, a przyjemności to drugie. Bez przesady!
To wyznanie odkrywa nieprzyjazną i egoistyczno-agresywną postawę życiową, w której ktoś komunikuje, że część obietnic i planów była wabieniem partnera i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nie musi to być żadne perfidne i zaplanowane oszustwo. Oto atrakcyjna kobieta z bogatym życiem erotycznym obiecuje wierność małżeńską przy zaślubinach. Oto mężczyzna lekkomyślny i do tego wygodny zaczyna realizować ambitne plany biznesowe. Związek oparty na tego rodzaju planach i obietnicach może być najuczciwiej zawierany, ale zapewne bezkrytycznie. Można nie doceniać trudności przemiany, którą obiecało się sobie i drugiemu: oto kobieta zdradza męża, a mężczyzna bankrutuje. Zresztą, taki związek nie musi się rozpaść. Znam wiele sfrustrowanych żon i mężów oczekujących błogosławionej  przemiany po drugiej stronie. I wielu współmałżonków zbyt indolentnych i bezradnych, by dojrzale i racjonalnie sobą kierować.
Wanda Trabert

Autorka jest psychologiem klinicznym, certyfikowanym psychoterapeutą i superwizorem psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Pracuje w Instytucie Psychologii Zdrowia w Warszawie. Zajmuje się terapią rodzin z problemem alkoholowym.
Przeczytano 10198 razy