wtorek, 22 czerwiec 2010 07:48

Paula, doktor i sztuka odchodzenia

paula_sawicka_
Fot. Wojciech Druszcz
Rozmowa z Paulą Sawicką, psychologiem, tłumaczką, nauczycielem akademickim, działaczką opozycji demokratycznej w latach 70. i 80., po 1989 roku zaangażowaną w tworzenie nowej, wolnej, „normalnej” Polski.

Poniższa rozmowa przeprowadzona przez redaktora naczelnego „Stylów i Charakterów” Bogdana Białka znalazła się w gronie 7 tekstów nominowanych do Nagrody im. Barbary Łopieńskiej za najlepszy wywiad 2010 roku.
 
Paula Sawicka to przede wszystkim jednak niezwykła kobieta, w której życiorysie jedno z najważniejszych miejsc zajmuje przyjaźń z Markiem Edelmanem, ostatnim dowódcą powstania w getcie warszawskim, wybitnym działaczem opozycyjnym, człowiekiem nadzwyczajnym. Przyjaźń głęboka i mądra, ale także trudna i wymagająca.


Paula Sawicka – psycholog, tłumaczka, nauczyciel akademicki, działaczka opozycji demokratycznej w latach 70. i 80., po 1989 roku zaangażowana w tworzenie nowej, wolnej, „normalnej” Polski. Przede wszystkim jednak niezwykła kobieta, w której życiorysie jedno z najważniejszych miejsc zajmuje przyjaźń z Markiem Edelmanem, ostatnim dowódcą powstania w getcie warszawskim, wybitnym działaczem opozycyjnym, człowiekiem nadzwyczajnym.

 

Przyjaźń głęboka i mądra, ale także trudna i wymagająca. Przez ostatnie dwa lata życia Marek Edelman mieszkał w Warszawie w mieszkaniu Pauli i Mirosława Sawickich. Wiedział, że właśnie u nich znajdzie to, co u schyłku życia jest najbardziej potrzebne: spokój, zrozumienie, życzliwość i pełne miłości oddanie. Połączyły ich choroba i śmierć Grażyny Kuroń (Gajki), żony Jacka. Rozłączyła dopiero śmierć Doktora...

 

Paula Sawicka zgodziła się opowiedzieć „Stylom i Charakterom” o tym niezwykłym doświadczeniu. Po raz pierwszy tak otwarcie mówi o wszystkim, co towarzyszyło ostatnim chwilom przyjaźni z Markiem Edelmanem, a zwłaszcza o sztuce godnego odchodzenia. Nie ukrywa, że poznawanie tej sztuki było dla niej jednym z najważniejszych i najgłębszych doświadczeń życiowych – pokazało jej, że można odchodzić ze świata z godnością i pogodą, załatwiwszy wcześniej wszystko, co trzeba było pozałatwiać.

BOGDAN BIAŁEK: W pierwszych komunikatach o śmierci Doktora media cytowały twoją wypowiedź: „umarł w domu, wśród bliskich i przyjaciół”. Chciałaś podkreślić fakt, że zmarł w domu i w otoczeniu bliskich. Czy to miało – ma – dla ciebie znaczenie?


Paula Sawicka: – To była trudna sytuacja, nagle napadły mnie media. Kiedy umiera ktoś bliski, potrzebujesz samotności, ale nie możesz odmówić informacji, kiedy tym bliskim jest Marek Edelman.

 

To był odruch i teraz, kiedy pytasz, przyznaję, że to było ważne – Marek Edelman odszedł tak, jak sobie tego życzył. Wśród bliskich.

 

Obcując z Markiem Edelmanem można się było wiele nauczyć o życiu, ale także o umieraniu. Kiedy odchodził, wiedziałam, co mam robić. W ostatnich godzinach nawet mi do głowy nie przyszło dzwonić po pogotowie, jechać do szpitala. Zresztą, to nie było potrzebne. Spełniła się jego ulubiona żartobliwa anegdota o chorym cadyku, któremu lekarz oznajmił, że konieczny jest szpital. Szpital przyjdzie tu! – rozkazał cadyk.

 

I do nas też szpital przyszedł. Lekarki i lekarze, pielęgniarki i pielęgniarze z oddziału, któremu przez lata szefował Marek przyjeżdżali, bo go kochali, byli mu oddani, ale też byli przez niego nauczeni sztuki opieki. Właśnie sztuki, bo nie chodzi tylko o profesjonalizm. Człowiek, który odchodzi, musi mieć komfort. Dziś zrozumiałam, że przez 30 lat naszej przyjaźni z Markiem – która zaczęła się od opieki nad Gają Kuroniową – on mnie do tego przygotowywał.

 

Marek Edelman swoją mądrością obdzielał ludzi, którzy się znaleźli w jego otoczeniu, a oni mogli łapać tę szansę lub jej nie dostrzec. Obcując z Markiem, wielu rzeczy nauczyłam się w niezauważalny sposób, weszły we mnie i stanowią część mnie. Między innymi to, jak należy być koło człowieka, który odchodzi.


A jak należy być?

 

– Tak, żeby wiedział, że się przy nim i z nim jest. Ale nie z poświęcenia. Raczej z obowiązku, który jest miłością, albo z miłości, która jest obowiązkiem – Marek mówił, że są sytuacje, w których miłość i obowiązek to jedno. Niełatwo to pojąć, bo zwykliśmy sądzić, że miłość i obowiązek wykluczają się, a Marek twierdził, że nie mogą bez siebie istnieć.

 

TO JEST FRAGMENT ROZMOWY. CAŁOŚĆ DOSTĘPNA JEST W ARCHIWALNYM NUMERZE "STYLÓW I CHARAKTERÓW". DO NABYCIA W NASZYM SKLEPIE

Przeczytano 13599 razy