wtorek, 22 czerwiec 2010 07:49

Radość dawania

Łatwo jest brać, trudniej dawać. Wydaje się nam, że gdy inni coś zyskują, my tracimy. Nic bardziej błędnego! Im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy, bo dawanie i branie to po prostu dwie strony tej samej monety.


Dawanie przynosi darczyńcy wiele korzyści. Czasem myślę, że tak naprawdę nie ma nic bardziej samolubnego niż akt hojności. Hojność zwiększa mój dobrobyt na cztery sposoby. Po pierwsze, moja hojność sprawia, że świat staje się coraz lepszym i coraz przyjemniejszym miejscem – dla innych i dla mnie samego. Po drugie, widząc radość osób, które obdarowuję, sam jestem szczęśliwszy. 
Jest to możliwe dzięki empatii.

Po trzecie, fakt, że moje działanie przyczynia się do polepszania świata, nadaje życiu sens. Jeżeli bowiem chcemy mieć poczucie spełnienia, musimy czuć, że tworzymy coś wartościowego. Po czwarte, świat zawsze się odwzajemnia – żaden dobry czyn nie pozostaje bez nagrody.  
Ostatnia z wymienionych korzyści – wzajemność hojności – jest zwykle źle rozumiana i niedoceniana. Ludzie zakładają, że gdy coś dają, a w zamian nie dostają namacalnej nagrody, to tracą. Rozmiar tortu – w mniemaniu wielu osób – jest z góry określony. Jeśli ktoś dostaje porcję, pozostali tracą.

Tort rośnie w miarę jedzenia

Pierwszy krok w kierunku przełamania takiego założenia, a tym samym uczynienia świata bardziej hojnym, został postawiony wraz z nastaniem kapitalizmu. W kapitalizmie tort stale rośnie. Ludzie zarabiają pieniądze i tworzą bogactwo. Kapitalizm nauczył nas, że aby zarobić, najpierw trzeba wydać pieniądze, zainwestować. Pokazał również, że budując dobro dla innych, budujemy dobro dla nas samych. W feudalizmie tylko nieliczni mogli pomnażać swoje bogactwo: zysk jednej osoby wiązał się ze stratą innych. Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że najlepszym sposobem pomnażania dóbr jest obustronna i wolna wymiana. Oznacza to, że dawanie i branie są nierozer­walnie związane. Odnoszący sukcesy biznesmen inwestuje i dzieli się swoim bogactwem, wie bowiem, że aby zarobić pieniądze, najpierw musi je dać.

Hojne osoby odnoszą zatem sukcesy. Przyjrzyjmy się kadrze menedżerskiej. Okazuje się, że sukcesy odnoszą ci kierownicy, którzy hojnie dzielą się swoją wiedzą. Hojny menedżer nie czuje zagrożenia ze strony podwładnych i przyciąga do siebie dobrych ludzi, którym pomaga się rozwijać. Pracując z dobrymi ludźmi, hojny kierownik lepiej wykonuje swoją pracę i może podejmować bardziej odpowiedzialne zadania. Spotkałem wielu ludzi zajmujących stanowiska kierownicze, którzy są żywym dowodem na to, że sukces jest wprost proporcjonalny do hojności.

Strumień hojności

Dawanie i branie to dwie strony tej samej monety. Pomaganie innym – tworzenie czegoś, co ma dla nich wartość – to również pomaganie sobie samemu. Szkoda tylko, że wciąż najczęstszą formą hojności jest ta kalkulowana, w której wymaga się wdzięczności lub oczekuje korzyści.

Kolejnym kamieniem milowym na drodze ku hojnemu światu jest zrozumienie, że hojność jako styl życia – dawanie i dzielenie się, nawet gdy nie widać namacalnej nagrody – jest korzystna zarówno dla otrzymujących, jak i dających. Nagroda za hojność czasem ma formę sukcesu materialnego, ale zawsze przynosi korzyści w postaci większego poczucia szczęścia. A szczęście jest niewyczerpalne. To, że ktoś zjada kawałek tortu szczęścia, wcale nie oznacza, że zabraknie dla innych. Hojność jest najlepszym sposobem na pomnażanie swoich dóbr emocjonalnych i duchowych.

Duchowa i emocjonalna nagroda za hojność pochodzi z samego aktu dawania, taka jest nasza natura. Mało rzeczy cieszy nas tak jak dzielenie się z innymi, poczucie, że przyczyniliśmy się do szczęścia innych. Jeśli potrzebujemy dowodu potwierdzającego, że jesteśmy życzliwi z natury, spróbujmy sobie przypomnieć, jak czuliśmy się, gdy ostatnio komuś pomogliśmy. Czerpiemy ogromną satysfakcję z dawania, i to niezależnie od tego, czy otrzymujemy za to zewnętrzne nagrody, czy nie. W świecie duchowym obowiązuje taka sama zasada, jak w świecie materialnym: hojność jest warunkiem tworzenia dóbr. Aby zyskać, najpierw musimy coś dać.

Jesteśmy niczym rurociąg, którym płynie dostatek duchowy i materialny. Przewodzimy dobra emocjonalne i fizyczne. Jeżeli pozwolimy, aby dobra, które otrzymujemy, swobodnie przez nas przepłynęły – czyli podzielimy się nimi z innymi – wtedy otworzymy się na więcej. Jeżeli natomiast zamkniemy ujście rurociągu – nie podzielimy się otrzymanymi dobrami – ograniczymy własną pojemność. Gdy się dzielimy, pozwalamy dostatkowi iść dalej, zwalniamy miejsce na kolejne dobra i zwiększamy własną pojemność. To tak, jakby płynący dostatek rozpychał ściany rurociągu. Jeśli na przykład ktoś spędza całe życie ucząc się i gromadząc wiedzę, jednak nie dzieli się nią z innymi – nie nauczy się tyle, ile mógłby, przekazując swoją wiedzę innym.
Analogia do rurociągu pokazuje, że dawanie i branie jest jak samonakręcająca się spirala: im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy, a im więcej otrzymujemy, tym więcej możemy dać.


Dawać. Ale jak?

Bezmyślna hojność może wyrządzić dużo szkody. Może na przykład wzmacniać zależność i podtrzymywać ubóstwo. Zdrowa hojność wymaga racjonalnego podejścia i wiąże się z dostrzeżeniem szerszej perspektywy. Trzeba przemyśleć możliwe konsekwencje aktu hojności. Nie zachęcam też do hojności opartej na poświęceniu. Dawanie z poczucia obowiązku – ponieważ trzeba lub wypada – nie jest prawdziwą hojnością. Poświęcanie się nie utrwala dobra, przeciwnie: rodzi wrogość oraz frustrację dającego i otrzymującego.

Jedyne co musimy zrobić, aby stworzyć hojny świat, to pielęgnować tę część siebie, która już istnieje. Jesteśmy z natury hojni. Pragnienie czynienia dobra innym jest naszą wrodzoną skłonnością. A jednak świat pełen jest ludzi zachłannych, chciwych, dbających wyłącznie o własny interes. Dlaczego?

Po pierwsze, hojność wobec innych zakłada hojność wobec siebie. Osoba, która nie ceni siebie, która czuje, że nie jest godna własnej hojności, jest mniej skłonna dzielić się z innymi niż osoba, która dostrzega swoją wartość i jest hojna wobec siebie. Nasze postawy i zachowania wobec innych odzwierciedlają postawy i zachowania wobec siebie. Jednym ze sposobów podwyższenia samooceny jest hojność. Zatem osoba, która dzieli się z innymi i pomaga im, czuje się lepiej i ma lepszy obraz siebie, a to prowadzi do kolejnych aktów hojności.

Druga przeszkoda wypływa z negatywnych schematów i szkodliwych modeli umysłowych, wpajanych nam przez lata i kierujących naszym zachowaniem. Wyobraźmy sobie, że wciąż słyszymy, że życie to gra o sumie zerowej; że zysk jednej osoby pociąga stratę kogoś innego; że trwa wyścig szczurów; że sukces odnoszą ci, którzy myślą tylko o sobie. Ostatecznie możemy nasiąknąć tymi przekonaniami, nieświadomi, że życie to gra, w której wszyscy mogą wygrać. Jak przeciwdziałać takim osłabiającym przekonaniom? Najlepiej poprzez hojność.

Wymiana dóbr i wartości przyczynia się do pomnażania bogactwa materialnego i zwiększania dobrobytu – to już wiemy. Teraz czas zrewolucjonizować świat duchowy! Niech ludzie zrozumieją, że wewnętrzne skarby nigdy się nie wyczerpują i pomnażają się, gdy dzielimy się nimi. A nieskończone pokłady radości stają się większe z każdym aktem hojności. 

 Dr Tal Ben-Shahar, tłum. Agnieszka Chrzanowska

Autor jest psychologiem, pracuje w Interdisciplinary Center w Izraelu. Prowadził również wykłady na Harvard University w USA. Autor m.in. The Pursuit of Perfect, The Question of Happiness. W Polsce ukazała się jego książka W stronę szczęścia.
Przeczytano 10345 razy