czwartek, 08 marzec 2012 13:14

Glina od kotleta

Komisarz Nemhauser z powieści kryminalnych Wiktora Hagena to znakomity glina i... jeszcze lepszy kucharz. Do marnej pensji policjanta dorabia w knajpie „Czarny Tadek”, dyrygując gromadką nielegalnie zatrudnionych Ukrainek. Co gotuje? Czym podjąłby bohaterów innych kryminałów?

 

PIOTR BRYSACZ: Nemhauser to chyba pierwszy detektyw w historii, który dorabia w knajpie. Dlaczego akurat tam?

WIKTOR HAGEN: Dlatego, że znam się na knajpie, bo sam w niej pracowałem. W trakcie pisania książki jest wiele rzeczy, które trzeba opisać, sięgając tylko do pamięci. To tak jak z osadzaniem akcji powieści w danym mieście. Teoretycznie mógłbym pojechać do jakiegoś miasta, którego nie znam dobrze, na przykład do Brukseli, pomieszkać przez miesiąc i tam umieścić akcję kryminału. W praktyce to nie jest możliwe, bo mój detektyw, wychodząc z komendy, może skręcić w lewo albo w prawo i wówczas nie wystarczy, że wiem, gdzie jest komenda i jak wygląda. Muszę też wiedzieć, jak wyglądają obie ulice, w które może się zapuścić komisarz, jakie przy nich mieszczą się sklepy, co można w nich kupić i ile to kosztuje. Nie mogę poprowadzić mojego bohatera ulicami miasta, którego nie znam na wylot, ani kazać mu wykonywać pracy, której sam dobrze nie znam. 

 

 

Czyli – w pewnym sensie – knajpa „Czarny Tadek”, w której dorabia komisarz, istnieje nie tylko na papierze. Przypomina choć w części knajpę, w której Pan pracował...

Przypomina raczej model takiej knajpy, do której chciałbym chodzić, a której ciągle nie ma – nad czym ubolewam. 

Gotowanie przez faceta ciągle jest uważane za czynność degradującą, niemęską. Czy dlatego Nemhauser trzyma tę swoją fuchę w tajemnicy?

 

Tak! Gotowanie, tak jak opiekowanie się dziećmi, ciągle uważane jest za zajęcie niemęskie. Mimo że w popularnych programach kulinarnych gotują praktycznie sami faceci, nie spowodowało to przełomu w Polsce – mężczyźni nie rzucili się do gotowania, nie stało się ono modne – z wyjątkiem grilla. W środowisku, w którym dominuje styl macho, mężczyzna z dzieckiem na ręku i gotujący obiadek, nie jest traktowany serio. A komenda policyjna jest środowiskiem macho, więc Nemhauser nie chwali się swoją kuchenną aktywnością.

 

CAŁOŚĆ ROZMOWY w „SMAKACH: PSYCHOLOGIA & KUCHNIA”

 

WIKTOR HAGEN jest pisarzem, fotografem i psychologiem. Napisał powieści kryminalne Granatowa Skrew i Długi weekend (obecnie pracuje nad trzecią częścią cyklu), których bohaterem jest komisarz Nemhauser. Matka Wiktora Hagena jest Polką, ojciec Francuzem. Pierwsze lata życia spędził w krajach arabskich: jego ojciec wykładał historię na uniwersytecie w Kairze, zaś w Aleppo prowadził badania nad historią miasta. Hagen mieszkał na zmianę we Francji i w Polsce. Studiował antropologię kultury na Uniwersytecie w Aix-en-Provence. Po ukończeniu studiów pomagał przyjacielowi prowadzić restaurację w Paryżu. Spędził kilka miesięcy w Indiach, kręcąc filmy dokumentalne i robiąc zdjęcia dla polskich i zagranicznych pism. Interesuje się historią jedzenia i historią zbrodni. Na stałe mieszka w Polsce.

Z kuchni kryminalnej

Placki ziemniaczane a la orient komisarza Nemhausera

Składniki: surowe starte ziemniaki starta cebula jajko sól, pieprz, mąka ziemniaczana cukinia, bakłażan, czosnek, imbir,
garam masala warzywa do obsmażenia w tempurze

Wykonanie: Słynny przedwojenny przepis na bułeczki z makiem zaczynał się tak: Pieczemy bułeczki i posypujemy je makiem. Jeśli nie mamy maku, kupujemy bułeczki z makiem, zdrapujemy z nich mak i posypujemy nasze bułeczki.  Ten przepis mógłby zaczynać się tak: Robimy placki ziemniaczane i zaczynamy myśleć... Zwykłe placki to starte ziemniaki, starta cebula, jajko, sól, pieprz, trochę mąki ziemniaczanej, jeśli ciasto wyszło zbyt wodniste. Nemhauser dodałby do tego startą cukinię lub bakłażana.
Nie bardzo da się go ścierać, więc przepuszczamy przez blender.

 

Ale wracając do orientu. Nemhauser z pewnością zetrze kawałek imbiru i dwa ząbki czosnku. Co by tu jeszcze? Dobrze komponuje się indyjska mieszanka przypraw garam masala. W wersji śródziemnomorskiej placki ziemniaczane można podać z grillowanymi warzywami. Ewentualnie zrobić ratatouille – to najłatwiejsza rzecz na świecie, na którą nie ma przepisu. Trzeba do garnka wrzucić papryki, bakłażana, cukinię, pomidory, co tam jeszcze mamy ze śródziemnomorskich warzyw i usmażyć, posypując bazylią i ziołami. Rzecz cała w tym, że warzywa nie mogą być szklarniowe i sztuczne (a te ze sklepów – niestety – prawie wszystkie takie są).

 

A co dodamy do wersji orientalnej? Kiedyś Nemhauser podał warzywa smażone w cieście, które ma tysiąc imion. W Japonii to tempura, którą tam można kupić gotową – wystarczy dodać do niej szklankę zimnej wody. Można też eksperymentować z mąką kukurydzianą, albo mączką z grochu, sypnąć do niej ziół (np. ostrej mieszanki tandoori). Smak tempury skontrastowany z łagodnymi plackami daje ciekawy efekt. W tempurze można obtoczyć cząstki kalafiora, bakłażana, papryki czy całe pieczarki. Wrzucamy warzywa na wrzący olej i szybko wyjmujemy.

Przeczytano 4943 razy