środa, 20 marzec 2013 11:33

Czekając na Ryszarda

Miałam gotową odpowiedź na pytanie, jak sobie radzę z wyjazdami męża: „W momencie, gdy on zamyka drzwi, odcinam się, wyłączam wyobraźnię i wierzę, że nic mu się nie stanie”. Ale całkowite odcięcie nie było możliwe.

PIOTR ŻAK: Czy Pani lubi podróżować?

ALICJA KAPUŚCIŃSKA: Nie jest to moja największa pasja... Może dlatego, że nie miałam za wiele okazji do podróżowania. A poza tym jako żona zagranicznego korespondenta PAP wiedziałam,  że podróż nie zawsze składa się z samych przyjemności, że jej codziennością są trudne sytuacje. Natomiast wciąż lubię słuchać o podróżach.   

Nigdy Pani nie towarzyszyła mężowi?

W 1963 roku bardzo poważnie zachorował w Ugandzie. Wtedy był korespondentem Polskiej Agencji Prasowej, więc PAP, wiedząc, że jestem lekarzem, zaproponował mi wyjazd do Afryki. Wiedziałam tyle, że Ryszard zachorował na mózgowy typ malarii i że ujawniła się też niezaleczona wojenna gruźlica.
Jego szefowie chcieli, żeby wrócił, ale on się bał, że jak przyleci do Polski, to go już nie puszczą do Afryki pod pretekstem problemów z przystosowaniem do klimatu tropikalnego. Postanowił leczyć się na miejscu, ale żeby nie obciążać budżetu PAP, chodził do afrykańskiej przychodni. Wysiadłam więc z samolotu pełna najgorszych przeczuć i zobaczyłam go w zupełnie niezłej formie. Miałam zostać tydzień, a wróciłam dopiero po roku. Tanganika i Kenia zdobywały wówczas niepodległość, więc Ryszard był w swoim żywiole. Zobaczyłam mnóstwo ciekawych rzeczy: wspaniałe krajobrazy, wielkie stada dzikich zwierząt, wioski afrykańskie. To był niezwykły rok. Doceniałam to, ale mimo wszystko nie rozwinęła się we mnie pasja podróżowania. 

 

 

Jak Pani myśli, dlaczego?

Bo moją pasją była i jest pediatria. To w niej się spełniałam, to ona mnie pochłaniała niemal bez reszty. Kiedy więc po roku spędzonym w Afryce wróciłam do warszawskiego szpitala, nie miałam poczucia, że dla tej pracy poświęcam coś nadzwyczajnego. Po prostu wróciłam na swoje miejsce. 

Czy ta afrykańska podróż, niezwykła nawet jak na dzisiejsze możliwości, pozwoliła Pani spojrzeć inaczej na codzienne sprawy?

 Zrozumiałam, że ludzie muszą się dostosowywać do bardzo trudnych warunków, że mimo uciążliwości peerelowskich realiów nasze życie jest jednak nieco bardziej przewidywalne. Uświadomiłam sobie, że istnieje inny świat, dużo bardziej skomplikowany od tego, w którym żyjemy i o którym coś wiemy. To były przecież początki wyzwalania się Afryki. W Kampali mąż był jednym z pierwszych pacjentów w szpitalu świeżo otwartym przez królową brytyjską w ramach nadawania Ugandzie niepodległości.
On żył tymi wydarzeniami jako korespondent i mnie też żywo te tematy interesowały. To była nie tylko turystyczna wyprawa, ale też edukacyjna. Miałam świadomość tego, jak ważny to jest moment dla Afryki. 

A co Panią najbardziej zaskoczyło?

To były jednak kwestie związane z medycyną, a konkretnie z przestrzeganiem zasad sterylności w ośrodkach zdrowia. Na przykład Ryszard musiał chodzić do jednej z przychodni na zastrzyki i dostawał je strzykawką wygotowaną... w garnuszku razem z jajkami. Gdy nauczyłam się angielskiego, zaczęłam odwiedzać szpitale, żeby zobaczyć, jak one działają. I kiedyś zobaczyłam, że do sali noworodków można wejść w butach prosto z dworu. Początkowo zatkało mnie, ale potem uświadomiłam sobie, że przecież te dzieci nie mogą być trzymane w sterylnych warunkach, bo ze szpitala rodzice zabiorą je do biednych, zakurzonych chat. Szok jednak był, do dziś te kontrasty doskonale pamiętam.   

Pan redaktor nigdy nie krył, że Afryka jest jego miłością.
Czy afrykańska podróż pozwoliła Pani inaczej spojrzeć na tę pasję, lepiej ją zrozumieć? Jego wielką pasją było przede wszystkim poznawanie świata. Wiedziałam o tym już po pierwszych wyjazdach do Indii, Japonii i Chin. Nie opowiadał za dużo, bo uważał, że jak coś opowie, to już o tym nie napisze.

CAŁA ROZMOWA W „PODRÓŻACH” – WYDANIU SPECJALNYM „STYLÓW I CHARAKTERÓW”

Pismo do nabycia w salonach prasowych i na www.sklep.charaktery.eu

ALICJA KAPUŚCIŃSKA – żona Ryszarda Kapuścińskiego, fundatorka Centrum Badań i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego, jest lekarzem pediatrą (obecnie na emeryturze). Pracowała w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Działdowskiej w Warszawie. Specjalizowała się w celiakii – obroniła pracę doktorską na ten temat, była członkiem zespołu prof. Tadeusza Chorzelskiego z Kliniki Dermatologii AM, który odkrył przeciwciała na celiakię. Ma córkę Zofię, wnuka i troje prawnucząt.

 

Przeczytano 8681 razy