czwartek, 18 kwiecień 2013 10:32

Cały świat w jednym mieście

Tak jak Fileas Fogg, bohater słynnej powieści Juliusza Verne’a,założyłem się, że w 80 dni okrążę cały świat. Ale... nie ruszając się z Londynu i wydając na to jedynie równowartość trzech miesięcznych biletów na londyńskie metro, a nie połowę majątku, jak Fogg.

 

W chłodny londyński wieczór 2 października, dokładnie o godzinie 20.45 stanąłem na środku stacji Charing Cross, gotowy na podróż dookoła świata. Z tego samego miejsca, choć 136 lat wcześniej, wyruszał dystyngowany dżentelmen Fileas Fogg, bohater powieści Juliusza Verne’a i mojego dzieciństwa. Zmierzał do Dover, a potem dalej, dookoła świata w 80 dni. Szlak jego podróży prowadził przez Francję i Włochy, Indie, Chiny, Japonię i Stany Zjednoczone.

Fogg chciał udowodnić, że Ziemia się kurczy, bo można ją przemierzyć szybciej niż dotychczas. Dziś okrążenie całego świata nie wymaga już takiego wysiłku, jak za czasów Fogga – czyżby świat skurczył się jeszcze bardziej? Mało tego, nie trzeba nawet w ogóle wyjeżdżać ze współczesnego Londynu, by spotkać ludzi ze wszystkich zakątków globu i dowieść, że cały świat mieści się w jednym mieście. Nigdy wcześniej Londyn nie był tak zróżnicowany etnicznie i tak wielokulturowy.

 

Od czasów Fogga nie zmieniło się jedno: z tej samej stacji odjeżdżają pociągi metra, które jest częścią wielkiego systemu transportu miejskiego, oplatającego całą metropolię. Wsiadając do jednego z wagonów, liczyłem, że przez następne 80 dni spotkam na swojej drodze osoby, takie jak profesor Jack Lohman, dyrektor Muzeum Londyńskiego, które pomogą mi zrozumieć fenomen tego miasta. Profesor zaprosił mnie do swojego gabinetu z widokiem na przeszklone biurowce i – ku mojemu zaskoczeniu – rozmawiał ze mną w języku, którego nauczyli go rodzice: po polsku. Dowiedziałem się od niego, że aż jedna trzecia mieszkańców Londynu nie urodziła się tutaj.

 

Rozpocząłem swoją podróż od Charing Cross, bo chciałem być jak Fogg. – Jestem polskim Fileasem Foggiem – tłumaczyłem znajomym. – Ty to możesz być Fogg, ale Mieczysław – żartowali.

 

Zwątpił we mnie także Geordie Torr, redaktor naczelny magazynu „Geographical”, wydawanego przez Królewskie Towarzystwo Geograficzne (to samo, które nie wróżyło powodzenia misji Fogga). Torr stwierdził, że taka podróż jest zbyt abstrakcyjna, jednak przyjął zakład. Zobowiązałem się, że w ciągu 80 dni dostarczę 80 nagrań różnych języków, którymi mówi się w tym mieście. Już nie miałem odwrotu…

 

Francja obok South Kensington

 

– Merde! – syknęła przebiegająca przez skrzyżowanie dziewczyna, zahaczając stopą o niski krawężnik i niemal tracąc równowagę. Już wiedziałem, że jestem w dzielnicy francuskiej.

 

W okolicy stacji South Kensington działa ambasada i księgarnie, gdzie można kupić W 80 dni dookoła świata po francusku. Oglądałem tu stojaki z „Le Soir”, „Le Monde” i „Le Figaro” oraz kolorowymi pocztówkami z Paryża. Kto w Londynie kupuje pocztówki z wieżą Eiffla? Może turysta, który przyjechał tu z wycieczką typu „dziesięć europejskich stolic w dziesięć dni”? Wczoraj był w Paryżu, ale akurat zapomniał wysłać stamtąd kartkę znajomym. Ale z drugiej strony – zastanawiałem się – czego taki turysta szukałby we francuskiej dzielnicy w Londynie?

 

Język francuski nagrał dla mnie spotkany tu Yves. Miał czapeczkę z daszkiem przekręconym do tyłu, flanelową kurtkę w kratkę i małe, okrągłe okulary. Choć francuski był jego pierwszym językiem, nie pochodził z Francji, tylko z Quebecu.

 

– Un café et un croissant? – zaprosiłem go w ramach podziękowania, ale Yves pokręcił głową.

 

– A może już lepiej stella artois, belgijskie piwo? To chyba wystarczająco blisko Francji? – zaśmiał się, a ja skinąłem głową, zdając sobie sprawę, że chyba śmiesznie byśmy wyglądali, jedząc rogaliki.

 

Włoskie Londinium

 

Spotykając imigrantów, zastanawiałem się, czy są w stanie wtopić się w brytyjskie społeczeństwo i czy w ogóle powinni... W Muzeum Designu, gdzie właśnie były wystawiane prace projektantów z Mediolanu, umówiłem się z włoską dziennikarką, Giulią. Czekałem cierpliwie, przeglądając zapiski o początkach Londynu założonego przez Rzymian. Po inwazji na Brytanię w roku 43, dotarli oni do zielonych łąk nad Tamizą. W ślad za żołnierzami pojawili się kupcy.

 

– Budowa miasta rozpoczęła się około 47–48 roku – opowiadała mi Jenny Hall, która opiekuje się wystawą na temat czasów rzymskich w Muzeum Londynu. Rzymianie nazwali osadę Londinium. Nazwę tę odczytujemy w dokumentach, ale pochodzenie samego słowa nie jest jasne.

 

– Jarek? Witaj, przepraszam za spóźnienie – przywitała mnie wysoka dziewczyna z jasnym warkoczem, uśmiechając się i odrywając mnie od notatek. Zdyszana odwiązywała szalik. Odruchowo spojrzałem na zegarek. – Cóż, jak widzisz, jestem z Włoch – powiedziała przepraszająco.

 

Cały artykuł dostępny jest w wydaniu „Podróże: wszyscy jesteśmy podróżnikami”

 

JAROSŁAW SĘPEK jest podróżnikiem, dziennikarzem i wydawcą. Autor książek Kiwi. Zupełnie Nowa Zelandia oraz W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu). Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim i komunikacji masowej na TAFE College, Perth w Australii. Od magazynu „Podróże” otrzymał nagrodę Podróżnika Roku 2004. Prowadzi bloga www.sepekswiata.pl.

Przeczytano 11566 razy