czwartek, 13 styczeń 2011 12:02

Jonasz

Księga Jonasza to jedna z najpopularniejszych ksiąg biblijnych. Jej bajkowa, zabawna i dydaktyczna fabuła sprawia, że z powodzeniem można ją opowiadać dzieciom. Nieposłuszny prorok ucieka przed Bogiem na statek morski. Na morzu zrywa się wielka burza. Żeglarze wrzucają Jonasza do morza. Tam połyka go ryba i po trzech dniach wyrzuca na ląd. Wtedy prorok spełnia powierzone mu zadanie, doprowadzając do nawrócenia Niniwy. Dziwne tylko, że nie cieszy się ze swego dzieła. Bóg więc, za pomocą krzewu rycynusowego, tłumaczy mu, czym jest miłosierdzie.

Tyle opowieść. Wszyscy wiemy jednak, że nie kończy się ona na prostej fabule, lecz posiada jakieś „drugie dno”. Jakie?
Teologowie żydowscy wiążą je przede wszystkim z praktyką pokuty (teszuwy), a chrześcijanie – ze śmiercią i martwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Z pewnością opowieść o Jonaszu – dosłownie: Jonie, czyli gołębicy – kryje jeszcze więcej różnych, choć powiązanych ze sobą, tajemniczych sensów.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeden z nich, ważny uniwersalnie, bez względu na tradycję religijną lub kulturową, z którą się identyfikujemy. Jeden z komentatorów żydowskich napisał o Jonaszu, że „Bóg złączył go z rybą tak, jak embrion łączy się pępowiną z matką”. Potraktujmy to zdanie jako klucz do zrozumienia całej opowieści o Jonaszu. Jest ona przecież alegorią ludzkich narodzin, i to narodzin w trzech fundamentalnych wymiarach.


Narodziny fizyczne to najbardziej oczywisty wymiar. Dziecko wychodzi na ląd życia, jak Jonasz na brzeg morza. Mieszkaniem pierwszego było łono matki, drugiego – brzuch ryby. Matka-ryba, dostarczycielka wody i pokarmu, była ocaleniem, schronieniem i jedynym miejscem przetrwania. Teraz nowo narodzeni muszą zacząć wszystko od początku, na własny rachunek. Przed nimi wielkie przestrzenie, wielkie miasta, wielkie zadania...


Każda i każdy z nas jest jak Jonasz. Wynurzamy się z wód płodowych, długo pozostajemy pod opieką ryby-matki. W końcu jednak przychodzi czas, by żyć własnym życiem. Aby to się stało, każda i każdy z nas musi zrozumieć swoją niepowtarzalną naturę lub swoje „ja”, musi rozpoznać swoje jedyne miejsce i rolę w życiu – musi odnaleźć własne powołanie. I podjąć wysiłek, by je realizować. To są drugie narodziny. Mniej istotne jest, jak je nazwiemy:czy nawróceniem, czy pójściem za głosem sumienia, czy osiągnięciem dojrzałości, czy jeszcze inaczej. Ważne jest to, że w procesie drugich narodzin stajemy się istotami prawdziwie wolnymi.


By być wolnym, nie wystarczy oderwać się od swego źródła, uciekając od niego – jak Jonasz przed Bogiem. Działanie na przekór, tak samo jak ślepe posłuszeństwo, świadczy o tym, że pępowina nie została zerwana. Jonasz stał się wolny lub raczej uczył się wolności dopiero wtedy, gdy samodzielnie zaczął realizować zadanie, które rozpoznał jako spełnienie swego autentycznego i najgłębszego „ja”. „Kompleks Jonasza” jest więc kategorią, którą powinniśmy stosować nie tylko do pewnej grupy ludzi – do zalęknionych życiowych uciekinierów. „Kompleks Jonasza” odnosi się do każdego z nas. Oznacza on bóle drugich narodzin, ciągłe poszukiwania i kłopoty z realizacją lub akceptacją tego, kim naprawdę jestem, gdzie mam być i co robić w życiu.


Drugie narodziny to narodziny moralne. Stanowią one pomost między narodzinami fizycznymi (pierwszymi) a narodzinami metafizycznymi (trzecimi). Wraz z osiąganiem dojrzałości, więcej w naszym ciele obumiera niż się rodzi. Zbliża się fizyczna śmierć. Kto jednak swą wolność pojmuje jako odkrywanie i realizację prawdziwej (danej nam) natury, coraz bardziej rozumie, że doczesne życie jest czymś, co trzeba i warto oddać. Jego przelotność i kruchość wskazuje na to, że nie w nim tkwi istota i podstawa Życia. Jego piękno – że owa ukryta podstawa (lub źródło) jest godna zaufania. Stąd rodzi się wiara, że fizyczna śmierć to warunek najważniejszych i najbardziej tajemniczych narodzin. Narodzin do uczestnictwa w Pełni, której doczesne życie jest tylko jakimś odblaskiem.


Morze i ryba, które pochłaniają Jonasza, są zarazem symbolami śmierci i życia. W wodzie toniemy, ale i dzięki niej rodzi się wszelkie życie. Ryba – odwieczny mieszkaniec wód – połyka, ale po to, by ocalić. I wypuścić na ląd...

Korzystałem m.in. z Księga Jony z tradycyjnymi komentarzami żydowskimi, red. i tłum. L. Kośka, rabin S. Pecaric, A. Musiał, Stowarzyszenie Pardes, Kraków 2007.


Dr hab. Jacek Wojtysiak prof. KUL

Autor jest filozofem. Pracuje w Katedrze Teorii Poznania na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor książek: Filozofia. Pochwała ciekawości, ·O słowie „być” , Filozofia i życie, „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Analiza problemu w kontekście dyskusji we współczesnej filozofii analitycznej. Mieszka w Lublinie wraz z żoną Małgorzatą oraz synami Jonaszem i Samuelem.
Przeczytano 7493 razy