piątek, 26 listopad 2010 12:43

Trujące związki

Nareszcie spotkała mężczyznę swojego życia. Wierzy, że stanie się dla niego całym światem. Nieba mu przychyli, będzie jak służąca, byle tylko z nią był... Dlaczego niektóre kobiety wiążą się z nieodpowiednimi partnerami? Czemu lądują w toksycznych związkach?

Chcę opowiedzieć swoją historię, bo myślę, że wiele kobiet może przeżywać to samo. Może innym kobietom uda się odbić od dna szybciej niż mnie. Moja miłość nie pozwalała mi żyć, a koszmar ten trwał latami. W jednej chwili zżerała mnie zazdrość, a w następnej tysiące razy powtarzałam mojemu mężczyźnie, że bardzo go kocham i będę jeszcze lepsza dla niego. Żeby mnie tylko nie zostawiał...

Wydaje się, że chorą relację można w każdej chwili zakończyć. Wystarczy wyjść, zamknąć za sobą drzwi i nigdy więcej nie wracać. Jednak to wcale nie jest takie proste, zwłaszcza gdy w głowie pojawia się myśl: „Mój mężczyzna nie jest idealny, ale kto z nas jest? Jeszcze ten jeden raz mu wybaczę. Może się zmieni, gdy będę dla niego jeszcze lepsza?”. A potem jeszcze jeden raz. I jeszcze raz... Z czasem okazuje się, że bardzo trudno odróżnić miłość od cierpienia. Toksyczna sieć zaciska się coraz mocniej i prowadzi prosto ku samozniszczeniu. W jej czeluściach znajdują się kobiety uzależnione od miłości – tej chorej, która niszczy, ogranicza, nie pozwala na samorealizację i rozwinięcie skrzydeł. Nieświadome swojego uzależnienia, płacą za nie wysoką cenę.

Serce na haju


Zakochałam się w mężczyźnie, który ado­rował mnie, prawił czułe słówka. Nareszcie komuś wydałam się atrakcyjna. Ktoś mnie chciał. Bardzo szybko jednak raj zamienił się w piekło, a potem to już było tylko gorzej. On odchodził i wracał. I zawsze oczekiwał, że go przyjmę. A ja nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Wystarczyło, że nie było go dwa dni, a ja wpadałam w panikę i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Kiedy w końcu wracał, wybaczałam mu wszystko, tak bardzo się cieszyłam, że znowu jest ze mną. Starałam się jak mogłam: a to lepszy obiadek, a to ulubione ciasto, koszule wyprasowane, w lodówce zawsze zapas piwa. Chciałam być idealna. I byłam tą idealną i wymarzoną... służącą.

Stan zakochania zawsze jest w pewien sposób „chorobliwy”, stanowi bowiem euforyczny „haj”, wywołany  wydzielaniem w mózgu neurotrans­miterów. Zakochana osoba idealizuje obiekt swojej miłości i projektuje na niego ten idealny obraz. W stanie zakochania, podobnie jak w stanie euforii wywołanej zażyciem substancji psychoaktywnych, mamy poczucie przypływu ogromnej energii, świat staje się piękny, znikają wszelkie trudne uczucia – lęk, smutek, pustka i niespełnienie. Zakochani funkcjonują na podwyższonych obrotach, ten stan może jednak szybko doprowadzić do kompletnego wyczerpania. Jeżeli ten przyjemny „haj” pomylimy z miłością i na jego bazie będziemy z ukochaną osobą budować swoją przyszłość, może nas spotkać gorzkie rozczarowanie. Bo o tym, kim ukochany jest naprawdę, dowiadujemy się dopiero „na trzeźwo”


.„Jeśli kiedykolwiek dałaś się opętać mężczyźnie, musiałaś chyba czasem mieć wrażenie, że źródłem wszystkiego nie jest miłość, lecz strach. Kto kocha obsesyjnie, wciąż się boi – boi się samotności, boi się bycia niekochanym i niedocenianym, boi się lekceważenia, opuszczenia, a nawet zagłady. Niestety, lęki – a wraz z nimi obsesje – pogłębiają się, aż w końcu darzenie miłością po to, by ją otrzymać w zamian, przeistacza się w główną siłę napędową naszego życia. A skoro strategia nie przynosi efektów, spragniona miłości kobieta próbuje jeszcze raz i kocha jeszcze mocniej. I tak zaczyna kochać za bardzo” – pisze Robin Norwood w książce Kobiety, które kochają za bardzo.

Chora z miłości

Pojęcie uzależnienie od miłości (ang. love addiction) zostało wprowadzone w 1975 roku przez Stantona Peele’a – amerykańskiego psychologa i psychoterapeutę, współautora książki Love Addiction. Od tego czasu na Zachodzie, głównie w USA, pojawiło się wiele poradników na ten temat. – Okazuje się, że na studiach psychologicznych w polskich szkołach wyższych i na kursach kształcących psychoterapeutów temat uzależnienia od miłości jest całkowicie pomijany. Obecnie jest on „zauważany” raczej przez klientki zgłaszające się po pomoc do specjalistów niż przez nich samych – stwierdza Eugenia Herzyk, założycielka Fundacji Kobiece Serca, która kiedyś sama zdiagnozowała u siebie uzależnienie od miłości.

Uświadomienie sobie „nałogu” było początkiem pozytywnych zmian, jakich dokonała w życiu: – Dziś dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi kobietami. Popularyzuję wiedzę na temat uzależnienia od miłości – poprzez autorskie warsztaty i wykłady oraz konsultacje, wortal kobieceserca.pl, publikacje w prasie, udział w programach telewizyjnych i radiowych, inicjowanie grup wsparcia. Przez trzy lata Fundacja udzieliła pomocy ponad trzem tysiącom kobiet. Tęsknota za miłością, za księciem na białym koniu, który nas nią obdarzy, wyzwoli z wieży zbudowanej z lęków, poczucia osamotnienia i braku wiary w siebie istniała w kobietach zawsze. Wiele z nas wciąż wierzy, że taki książę istnieje, i czeka na niego.  

Ciemna strona miłości


W miłości, która stała się nałogiem, druga osoba stanowi sposób na szczęście, na zaspokojenie własnych deficytów. – Słowa „kocham cię” kierowane do partnera przez osobę uzależnioną od miłości oznaczają wówczas: potrzebuję cię, jesteś sensem mojego życia – mówi Eugenia Herzyk. – Nałóg miłości generuje paraliżujący lęk przed rozstaniem, a gdy do niego już dojdzie – głód abstynencyjny, często przez osobę uzależnioną nazywany tęsknotą i będący dla niej dowodem na siłę uczucia, jakie żywi do ukochanego.

Może też być tłumiony poprzez zażycie innego „narkotyku”, czyli kolejnego partnera.„Kochanie za bardzo” jest formą uzależnienia od miłości, które może być równie groźne jak alkoholizm czy narkomania i może mieć równie destrukcyjny wpływ na życie. Niektóre uzależnione od miłości kobiety „kochają za bardzo”, żyjąc w stałym związku. Inne tkwią w toksycznej relacji, będącej nieustannym ciągiem rozstań i powrotów.


U niektórych miłość przeradza się w obsesję. Inne kochają bez wzajemności i są całkowicie owładnięte swoimi fantazjami. Niektóre wciąż romansują z kolejnymi partnerami, nie potrafią jednak stworzyć trwałego związku. Inne popadają w depresję po tym, jak partner je opuścił. Wiele kobiet wciąż wiąże się z nieodpowiednimi partnerami. Nie dopuszczają do siebie myśli, że kolejny mężczyzna, który pojawił się w ich życiu, okazał się pomyłką.

A te, które zdają sobie z tego sprawę, myślą, że takie jest ich przeznaczenie, bo przecież na ich drodze zawsze pojawiali się tylko trudni mężczyźni. Z czasem nabierają przekonania, że miłość i ból są ze sobą nierozłącznie związane. Uzależnienie od miłości ma różne oblicza, jednak uzależnione kobiety łączy pewna wspólna cecha – wszystkie odczuwają niezwykle silną potrzebę więzi emocjonalnej z mężczyzną, panicznie bowiem boją się samotności. Dlatego uzależnienie od miłości wymaga leczenia. Jeśli kobieta go nie podejmie, sama skazuje się na nieszczęśliwe życie.

Z pustego i Salomon nie naleje...


Moja mama i siostra o niczym nie wiedziały. Ojca praktycznie nie znałam. Odszedł od nas, kiedy miałam sześć lat i nigdy więcej go nie widziałam. Przed wszystkimi udawałam, że jest idealnie...Czy da się przewidzieć, kto może mieć kłopoty z „nadmiernym kochaniem”?

Okazuje się, że problem ten często dotyczy kobiet, które wyniosły deficyty z dzieciństwa. Eugenia Herzyk wymienia najważniejsze z nich: deficyt poczucia bezpieczeństwa, deficyt poczucia kobiecości, deficyt poczucia własnej wartości i deficyt bezwarunkowej miłości. – Jeśli kobieta chce uzupełnić te braki w związku z mężczyzną, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że wpadnie w uzależnienie od miłości.

Z nieprzyjemnymi emocjami, które te deficyty wywołują, można sobie radzić w dwojaki sposób: albo się ich pozbywać poprzez rozwój osobisty, pracę nad sobą, albo uciekać od nich, szukając sposobu na to, aby ich nie odczuwać. Jednym z takich sposobów jest relacja z mężczyzną.Jest jeszcze jeden powód, dla którego kobieta „kocha za bardzo” i wchodzi w toksyczne związki z trudnymi mężczyznami.

Okazuje się, że ci „zwykli” panowie nie dostarczają kobiecie takich przeżyć i emocji, które byłyby w stanie zagłuszyć jej egzystencjalny ból, oddalić niewygodne pytania o sens życia. – Trudny mężczyzna, któremu trzeba pomagać, a jego zmiana wymaga wysiłku, staje się dla takiej kobiety całym światem – twierdzi Eugenia Herzyk.

W sidłach nałogu


Czasami nie wytrzymywałam tej presji i pękałam. Płakałam w samotności. Bałam się, że ktoś to zauważy. Co miałabym wtedy powiedzieć? Że nie potrafię odejść od faceta, który mnie nie docenia? Oszukiwałam sama siebie, aż w końcu nie byłam w stanie żyć tak dalej. Tak bardzo starałam się dusić w sobie płacz... Zaczęły mi wypadać włosy. Lekarz zalecił badania, wyniki były dobre, więc przyczyną był chyba stres...  Nie miałam już nawet siebie, rozpadłam się. Zapomniałam, czym jest szacunek dla samej siebie.

Uczucie zniszczyło mnie. Znienawidziłam swoje odbicie w lustrze.Eugenia Herzyk wyróżnia trzy rodzaje uzależnień, i to zarówno od środków psychoaktywnych, jak i od zachowań: – Pierwsze, w których czynnik uzależniający powoduje „haj”, drugie, w których daje uspokojenie, a trzecie wprowadza nas w stan fantazji, odcina od trudnej rzeczywistości.  Nałóg rozwija się stopniowo. Na początku każdy, kto ma kontakt z czynnikiem uzależniającym, ma poczucie, że go kontroluje, że tylko od niego zależy, czy wejdzie w ten kontakt, czy nie.

Wydaje mu się, że w każdej chwili może przestać. Z czasem pojawia się jednak lęk przed abstynencją, czyli odstawieniem. Nałogowiec nie potrafi już funkcjonować bez czynnika uzależniającego i wszystko zostaje mu podporządkowane. Tak dzieje się w przypadku kobiet pozostających w związku z partnerem, który stosuje wobec nich przemoc, kobiet-ofiar użalających się na swój ciężki los z powodu alkoholizmu partnera, kobiet pozostających w długotrwałych romansach z żonatymi mężczyznami z nadzieją, że odejdą dla nich od swoich żon, kobiet zmieniających mężczyzn niczym rękawiczki – uwodzicielek, które nie potrafią wejść z mężczyzną w bliską relację.


Kobieta uzależniona od miłości traci kontrolę nad swoim życiem lub jego częścią. Cierpi na tym jej rozwój zawodowy i osobisty, relacje z innymi – rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Odcina się od swoich marzeń, pasji i hobby. Przestaje dbać o zdrowie fizyczne i psychiczne. Zapomina o przyjemnościach. Wpada w emocjonalny wir „hajów” i „dołów” albo stan depresyjny, w którym jest jej już wszystko jedno, co się z nią stanie. Eugenia Herzyk nie boi się stwierdzenia, że nieleczony nałóg może doprowadzić do „śmierci za życia”:– Uwikłana w nałóg miłości kobieta zapomina o sobie albo koncentruje się wyłącznie na sobie. W pierwszym przypadku utrudnia to jej samorealizację, znalezienie własnej życiowej drogi, a w drugim, wskutek ignorowania potrzeb innych, nie pozwala na stworzenie trwałego związku i cieszenie się bliskością.

Światełko w tunelu


Kiedy zaczęły mi wypadać włosy, nie mogłam już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Przyjechała do mnie siostra. Akurat miałam gorszy czas. Nie wytrzymałam i opowiedziałam jej o wszystkim. Pamiętam, że mnie przytuliła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Znalazła mi grupę terapeutyczną, w której spotykają się kobiety z problemem takim jak mój.

Pierwszym krokiem ku uwolnieniu się z nałogu jest przyznanie się przed samą sobą do problemu i chęć wyjścia z niego. Eugenia Herzyk nie ukrywa, że wychodzenie z nałogu miłości jest bolesne, tak jak każda kuracja odwykowa, głównie z powodu dotkliwych objawów głodu abstynencyjnego:– Wiąże się z odsłonięciem „czarnej dziury”, dogrzebaniem się do swoich deficytów, poczuciem pustki. Na początku abstynencji można się zatem spodziewać wybuchających emocji, nieodpartych pragnień złagodzenia bólu poprzez różne wzorce uzależnienia od miłości czy też inne nałogowe zachowania. Ponieważ głód abstynencyjny jest silnym stresem, mogą pojawić się dolegliwości psychosomatyczne. Jeśli kobieta to przetrwa, nie ucieknie od swoich emocji – to jest na najlepszej drodze do wyzdrowienia.

Zdrowa kobieta odważnie idzie za głosem wewnętrznej siły, wie, co dla niej jest w życiu ważne, pozbyła się schematów, przekonań na temat życia, które nie są jej własnymi. Po drodze do siebie pokonała największego wroga – lęk, który ograniczał wszystkie jej działania. Eugenia Herzyk podsumowuje: – Związek z mężczyzną może bardzo wzbogacić życie kobiety, ale jeśli stawia ona znak równości pomiędzy swoim szczęściem a byciem w związku z ukochanym mężczyzną, to prędzej czy później wpadnie w pułapkę chorej miłości.

Zbudowałam w sobie siłę, której nigdy nie miałam. Zaczęłam rozumieć siebie, doceniać się. Moja wielka toksyczna miłość odeszła po raz kolejny, a ja nie poniżałam się i nie błagałam, by wrócił. W trakcie terapii miałam jeszcze chwile słabości, zwłaszcza gdy dzwonił i mówił, że mnie kocha. Dziś mogę powiedzieć, że jestem kobietą szczęśliwą, gotową na zdrową i dojrzałą miłość.

AGNIESZKA KAWULA-KUBIAK

Autorka jest dziennikarką, zajmuje się publicystyką społeczną. Na drugim biegunie jej zainteresowań jest literatura fantastyczna. Autorka książki Lubię być fantastą. Rozmowy – zbioru wywiadów z pisarzami polskiej fantastyki. Prowadzi Ośrodek Rozwoju Osobistego „Bliskość i Harmonia”.
Przeczytano 17359 razy