środa, 12 wrzesień 2012 06:56

Jak blondynka oswaja języki

Dwadzieścia lat temu próbowałam nauczyć się hiszpańskiego, korzystając z tradycyjnego kursu. Po szóstej lekcji poddałam się. Chciałam mówić, a nie przedzierać się przez nudną teorię. Stworzyłam więc własną metodę nauki.

 

Niektórzy twierdzą, że język trzeba całkowicie udomowić i rozłożyć na czynniki pierwsze. Opisać, prześwietlić,zbadać, wyodrębnić czasy przeszłe, przyszłe i teraźniejsze, podzielić je na mniejsze grupy – dokonane i niedokonane, trwające i skończone, określające czynności powtarzające się lub jednorazowe. Podzielić język na części mowy, rozgraniczając różne typy czasowników, tworząc wzory konstrukcji, grupy imiesłowów, bezokoliczników, czasowników zwrotnych i bezosobowych, podlewając wszystko sosem przysłówków, przymiotników, okoliczników, zaimków, odmian i koniugacji. Sprzęgając z armią rzeczowników uzbrojonych w rodzajniki, przedimki i deklinacje.

 

O tak, znam to z doświadczenia. Mam na półce kilka różnych kursów języka francuskiego, które z radością rozpoczynałam i zawsze z takim samym ciężkim westchnieniem odstawiałam po kilku lekcjach. Po każdej porażce zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak. Przecież bardzo chciałam nauczyć się francuskiego, przystępowałam do nauki z zapałem i cierpliwością. Przerabiałam pierwszą lekcję, drugą, przy trzeciej czułam, że płynę pod prąd, a przy czwartej miałam mętlik w głowie. Przy piątej byłam zniechęcona, po szóstej kurs lądował na półce, a ja szukałam czegoś nowego...

 

Wykute, ale po co?

 

Zauważyłam, że wszystkie kursy nauki języków obcych były skonstruowane tak samo. Lekcja składała się z dialogu, po którym następowało wyjaśnienie zasad gramatyki. Dialog służył tylko jako przykład ilustrujący wprowadzanie kolejnych zasad i struktur. Wykuwałam posłusznie na pamięć odmiany kolejnych czasowników nieregularnych i zastanawiałam się, czy naprawdę kiedykolwiek będę potrzebowała słowa „prać” w trzeciej osobie liczby mnogiej.

 

Dziesięć lat później zaczęłam się uczyć języka hiszpańskiego. Zaczęłam oczywiście od znalezienia odpowiedniego podręcznika. Wszystkie kursy, które miały mi pomóc w nauce, były skonstruowane na bazie bardzo skomplikowanej i najeżonej wyjątkami gramatyki. Ramki z przykładami krótkich dialogów były obudowane rozległymi wykładami teoretycznymi. W kółko gramatyka... Trzeba było nauczyć się na pamięć setek słówek, wyrażeń i rządzących nimi zasad. A ja zastanawiałam się, po co mam wkuwać odmianę czasownika „pożyczać” we wszystkich osobach, zwłaszcza że była to odmiana nieregularna, czyli w każdej osobie brzmiała inaczej.

 

I znów po kilku lekcjach miałam wrażenie chaosu, a język obcy był dla mnie jeszcze bardziej obcy, zamiast oswojony. Jednak tym razem nie dałam za wygraną. Naprawdę bardzo zależało mi na tym, żeby nauczyć się hiszpańskiego, więc zaczęłam eksperymentować i uczyć się po swojemu.

 

Stworzyłam najlepszy dla siebie i odpowiadający w pełni moim potrzebom kurs językowy.

BEATA PAWLIKOWSKA

Autorka jest pisarką, podróżniczką, autorką ponad czterdziestu książek, w tym bestsellerowego kursu „Blondynka na językach”. Prowadzi audycję „Świat według Blondynki” w Radiu ZET. Organizuje i jest przewodnikiem egzotycznych wypraw (www.beatapawlikowska.com).

 

sic3b

 

Cały artykuł w "Słowach"

 

Kup wydanie papierowe

 

Kup e-wydanie

Przeczytano 9975 razy