czwartek, 13 styczeń 2011 09:37

Narodziny

Człowiek rodzi się zawsze z drugiej osoby i dzięki niej. Tą osobą może być tylko Kobieta. Jedynie ona więc dotyka tajemnicy życia. Mężczyzna-filozof może jej tylko dociekać.

W moim życiu dwa razy spóźniłem się na śmierć; na szczęście jednak dwa razy przybyłem w porę na narodziny. Spóźniłem się na śmierć mojej Babci i mego Taty – gdy docierałem do szpitala, już nie żyli. Przybyłem zaś w porę na narodziny mych Synów. Dzięki temu mogłem podziwiać, jak nagle – gdzieś z łona mojej Żony – zaczęły się wyłaniać nagie, krzyczące istoty.

Dziwne, ale nie istnieje żaden słynny filozoficzny traktat o narodzinach. Natomiast na temat śmierci filozofowie napisali wiele. Dziwność tego faktu jest tym większa, że żaden człowiek nie przeżył własnej śmierci, choć przeżył własne narodziny. Co więcej, można umrzeć w samotności, ale nie można samotnie się urodzić. Człowiek rodzi się zawsze z drugiej osoby i dzięki niej.

Tą osobą może być tylko Kobieta. Jedynie ona więc dotyka tajemnicy życia. Mężczyzna-filozof może jej tylko dociekać.
Na czym polega metafizyczna niezwykłość narodzin? Na tym, że oto pojawia się przed nami Ktoś całkowicie nowy, Ktoś, kogo wcześniej po prostu nie było. Wiemy, że owo „nie było” jest względne. Nasz Nowicjusz żyje już przecież od czasu swego poczęcia, a od wielu miesięcy jego życie jest wyraźnie i bezpośrednio odczuwane przez Matkę. W chwili narodzin jednak to jakby ukryte życie staje się dla nas absolutnie jawne, możemy go dotknąć i zobaczyć.

Co więcej, życie Nowicjusza staje się życiem własnym: po narodzinach On sam, wprost – a nie poprzez ciało Matki – znajduje się na świecie i kontaktuje się z nim.

Ktoś powie, że poczęcie i narodziny to tylko jeden z etapów przemian materii i energii. Nowy byt nie powstaje przecież z niczego. Powstaje z połączenia już istniejących komórek i rozwija się, pobierając z najbliższego otoczenia to, co konieczne dla jego rozwoju. To prawda, ale każda nowa żywa jednostka – jakkolwiek podobna do swych przodków i jakkolwiek zależna od otoczenia – stanowi radykalną nowość we wszechświecie.

To ona będzie miała swą własną historię. Będzie podlegała wpływom biegu przyrody, ale będzie też na niego oddziaływać. Kwiatek będzie zdobił łąkę, wyznaczając tor przelotu pszczół; mrówka będzie budować mrowisko, zmieniając kształt ściółki leśnej.

A co dopiero człowiek, czyli ktoś, kto odznacza się świadomym Ja – Ja, które przysporzy tyle kłopotów jemu samemu i innym wokoło.

Narodziny to święto Życia.

W momencie narodzin Życie znów objawia nam swą kolejną Nowość, pozwala zaczerpnąć ze swej obfitości. Doznajemy wtedy nadmiaru, który przytłacza. Stąd ból, krzyk, wyczerpanie i zmęczenie; ale i nieopisane szczęście – szczęście nowego początku i nowej szansy. Nic więc dziwnego, że każdego roku obchodzimy urodziny własne i najbliższych. Nic też dziwnego, że co roku wszyscy – nawet niewierzący – obchodzimy Boże Narodzenie. W kulturze wyrosłej z chrześcijaństwa jest ono Świętem Świąt – świętem ukazującym sakralną wartość narodzin. Zresztą, każda kultura ma swoje Święto Życia – święto, które zbiera w symboliczną jedność poszczególne doświadczenia niezwykłości i niepowtarzalności istnienia.

Filozofowie spierali się nieraz o to, czy źródło bytu i życia znajduje się w materialnym świecie, czy poza nim; czy u spodu istnienia tkwi nicość, czy coś; czy nowe istoty powstają ostatecznie dzięki Najwyższej Osobie, czy w wyniku przemian bezosobowej materii.

Są to ważne pytania. Jednak żadna odpowiedź nie unieważni tego, co przeżywamy, gdy jesteśmy świadkami narodzin. Nie unieważni tego, że każde narodziny są wydarzeniem wspaniałym i wzniosłym, wydarzeniem, które należy świętować.
To ważne, które wydarzenie – narodziny czy śmierć – uczynimy kluczem do zrozumienia tajemnicy życia. Kto uczynił tym kluczem narodziny, dla tego nic się nie kończy, tylko trwa w swych śladach lub w swym źródle. W narodzinach przecież tkwi taka moc, że żadna siła nie może jej pokonać.

Dlatego nie wolno nam spóźnić się na narodziny, a spóźnienie na śmierć będzie nam wybaczone.

                                                                                                                     Dr hab. Jacek Wojtysiak, prof. KUL

Autor jest filozofem. Pracuje w Katedrze Teorii Poznania na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor książek: Filozofia. Pochwała ciekawości; O słowie „być”; Filozofia i życie; „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” Analiza problemu w kontekście dyskusji we współczesnej filozofii analitycznej.
Przeczytano 3613 razy