piątek, 19 marzec 2010 08:39

Zbyt intensywna sztuka życia - Adam Nowak

W połowie lat siedemdziesiątych chodziłem do szkoły podstawowej. Dawno? Dość dawno. Jak na potrzeby tego tekstu – wystarczająco. Na plastyce otrzymaliśmy zadanie pt.: „Jak wyobrażam sobie świat w roku 2000”. Dla dwunastolatka temat atrakcyjny, pobudzający wyobraźnię, jednocześnie dający możliwość upustu zgromadzonych informacji o świecie oraz kreatywnego rozwinięcia dynamicznej, dziecięcej wiedzy. Na kartkach pojawiły się obrotowe domy, latające samochody, roboty do wszystkiego, ludzie ubrani w stroje nie z tej ziemi. Unoszące się w powietrzu miasta, podróże wehikułami w przeszłość i w przyszłość. Miniaturowe telewizorki. Z tych wszystkich dziecięcych wizji wyciągam jedną – miniaturowy telewizorek. Prawie każdy go dzisiaj ma. I jeszcze bardziej miniaturową kamerę. W telefonie. Też niewielkich rozmiarów. I większość z nas nie pamięta numerów najbliższych. Taki efekt uboczny.

Przeszłoby to wspomnienie prawie niezauważalnie, gdyby nie pokusa pewnej roztropnej ciekawości, potrzeby wyobrażenia własnego życiorysu za pięć, dziesięć, dwadzieścia, dziesiąt lat. Może pytanie: jak i czy wyobrażamsobie siebie za lat dwadzieścia?, mogłoby służyć pomocą w międzypokoleniowym dialogu.
Zerkam w lustro, uświadamiając sobie nieodwołalność czterdziestych siódmych urodzin. Niezbyt uważnie zerkam. Patrzenie w lustro nie jest moją mocną stroną. Odbicie odpowiada uważnym spojrzeniem. A ja wyobrażam sobie, że to odbicie
ma lat zgoła... siedemdziesiąt. Siedemdziesiąt. Pierwszy dysonans. Jak to? Ja będę miał kiedyś siedemdziesiąt lat? „Tak” – rzekłoby odbicie, gdyby mogło – „przy odrobinie szczęścia, dzięki pomocy Opatrzności, zbiegom okoliczności, przypadkowi, uśmiechowi losu”. Niekiedy i los się uśmiecha... Można oczywiście protestować. Bardzo proszę.
Jednak czas płynie. Konsekwentnie, nieubłaganie, w tym samym rytmie. Wyprzedzić go nie sposób. Cofnąć też. Pozostaje chwila teraźniejsza. Emanująca ukrytą siłą bycia tu i teraz. Jakie „tu i teraz” będzie za dwadzieścia lat? Kim będę (lub nie), by sprostać własnemu podstarzałemu odbiciu? Czym będę się zajmował? Jaki był, jaki jest i jaki będzie mój plan na coraz krótszą przyszłość? Czy będę użyteczny i pomocny innym? Czy będę odczuwał żal, że nie wszystko przebiegło tak jak należy? Zgodnie ze zbyt intensywną sztuką życia? Czy wyobrażenie na temat jakości pozostanie tylko w sferze wyobrażeń? Co było najważniejsze?
Co dla mnie było najważniejsze? Czy umiałem zmieścić ważne, pilne, potrzebne/niepotrzebne w odpowiednich proporcjach? Moje siedemdziesięcioletnie odbicie milczy. Wymknęło się niezauważalnie synchronizacji ruchowej.
Nie uzyskam odpowiedzi na żadne z tych pytań, jeśli nie zaprzyjaźnię się z tym... „dziadkiem”. Oczywiście! Eureka! Przecież o takich mówi się „dziadek”, nie tylko z powodu funkcji rodzinnej. „Dziadek” – czyli ktoś, kogo można zlekceważyć, nie traktować serio. Przezroczystość „dziadka” jest tak zaawansowana, że z trudem go zauważamy. Chyba że zbyt mocno daje się we znaki. Wtedy się go strofuje dobrotliwie przedłużonym „dziaaadkuuu...”.
Za ostro zacząłem. Odbicie sięga po papierosa, ale nie zapala. Bawi się zapalniczką, zdmuchując płomień. Nie pali... Rzucił po pierwszym zawale. Mruczę uszczypliwie, że jest także po pierwszej komunii, pierwszym ślubie, może po pierwszym rozwodzie... Nie słyszał chyba. Z tym niepaleniem to nowość. Ciekawym, co jeszcze się wydarzyło w czasie, którego nie umiem przejrzeć? Na twarzy ma głębokie bruzdy. Jestem bliski pytania, czy ja siedemdziesięcioletni lubię siebie o dwadzieścia lat młodszego? Nalewa sobie pół kieliszka czerwonego wina, unosi go pod światło i delikatnie kołysze. W odwecie za brak odzewu popijam łyk czarnej kawy. Zaciągam się papierosem jeszcze przed pierwszym zawałem.
Wystawiamy się na próbę. Albo nas wystawiają. Całe życie pod pręgierzem prób czy wyborów. Chęci tych wyborów. Prawa, przymusu, możliwości. Wątpliwości dotyczących akceptacji śladów pozostawionych po sobie. Ogoniastego życiorysu, który co chwila nadeptywany jest, przytrzaskiwany jest przez „życzliwych” gmerających w przeszłości. Po co w ogóle takie pytania i wątpliwości? Mniej więcej w połowie życia odbywamy pokraczny taniec nad przebytą czterdziestoletniością. Zdarza się, że bilans jawi się dodatni, ale każda czynność, naprawdę każda czynność rozpościera się jasną, ale i kładzie ciemną stroną wskutek naszych poczynań. Patrzy na mnie ten z lustra. Wsłuchał się nawet. Cały czas z tą samą porcją wina. Ja przed lustrem po trzeciej kawie i kilku papierosach. Mądrość dawkowania narzucona defektami wieku, czy dokonana z wyboru świadomość ograniczenia? Mądrość starca. To co innego niż starcze doświadczenie. Spokój serca. Pogoda ducha. Wyrozumiałość. Cierpliwość. Ten z lustra mógłby się tym wszystkim pochwalić, gdyby – załóżmy – z bilansu czterdziestolatka wyciągnął należyte wnioski. Odbicie uśmiecha się dobrotliwie. Nic nie mówi. Nie może, bo przecież rozmawiam sam ze sobą, kołysząc kieliszek z czerwonym winem.

Adam Nowak

Adam Nowak – lider, twórca większości tekstów zespołu Raz Dwa Trzy. Mieszka koło Torunia. Jego żoną jest aktorka teatralna Dorota Nowak. Ma czwórkę dzieci; synów Stanisława i Jana oraz córki Barbarę i Zofię.
Przeczytano 7210 razy
Więcej w tej kategorii: Przez żołądek do zdrowia »